PORÓWNANIE 11 WEGAŃSKICH I CRUELTY FREE KREMÓW Z FILTREM SPF 50 DO TWARZY

PORÓWNANIE 11 WEGAŃSKICH I CRUELTY FREE KREMÓW Z FILTREM SPF 50 DO TWARZY


Recenzja i porównanie 11 wegańskich i cruelty free kremów z filtrem SPF50 do twarzy, to zaraz po liście wszystkich wegańskich filtrów przeciwsłonecznych, najbardziej wyczekiwany post na Happy Rabbit w tym sezonie!

Wiem to z Waszych pytań o niego i reakcjach na zapowiedzi tego wpisu na Instagramie  - instagram.com/happyrabbit_blog/. To właśnie tam pomogliście mi wybrać kryteria oceny oraz formę tego wpisu za co bardzo Wam dziękuję. 


Wszystkie informacje o tym dlaczego warto używać kremów z filtrem, jak wybrać odpowiedni faktor, ile go nakładać oraz listę wszystkich filtrów spełniających moje kryteria znajdziecie w poście WEGAŃSKIE I CRUELTY FREE FILTRY PRZECIWSŁONECZNE 2021.


Poniższe kremy z filtrem testuje od kilku miesięcy w różnych konfiguracjach, pierwsze testy zaczęłam około grudnia 2020. Każdy z nich stosowałam co najmniej 2/3 tygodnie, z różnymi kosmetykami pod nimi, różnymi podkładami na nich, przy różnym stanie mojej cery i pogodzie.


Moja cera jest mieszana, mam problem z tłustą strefą środka czoła, nosa i okolic oraz brody z jednoczesnym przesuszeniem policzków i boków czoła. Dodatkowo jest naczynkowa. Podczas testów większości tych kremów przez jakiś czas była też odwodniona i przesuszona gdy budowałam tolerancję na retinol, a później byłam dość długo chora.

Jaką ilość filtra stosuję? Mam dużą twarz, u mnie jest to 0,9 g. Do tego zawsze dodaję ok 0,1g, ponieważ część kremu zostaje na dłoniach. 

Ja odmierzam ilość na wadze jubilerskiej, zwykłej za kilka złotych (link do wagi). Jest to dla mnie najłatwiejszy sposób odmierzenia poprawnej ilości i aplikacji, ponieważ mogę brać krem z wagi po trochę. Po aplikacji wycieram wagę chusteczką i psikam płynem di dezynfekcji. 

Metoda na 2 palce jest dla mnie za mało dokładna, czasami te 2 palce to 0.5g kremu, czasami 1.5g, plus aplikacja na twarzy kremu, który mam już odmierzony na palcach jest dla mnie niewygodna.




Tak wygląda porównanie tych filtrów w tabelkach, lecz by uniknąć błędnych interpretacji tych danych i aby dodać więcej informacji, poniżej postanowiłam napisać jeszcze standardowe recenzje tych kremów z filtrami, które mogą Wam pomóc w wyborze. 

Większość tych produktów podlinkowałam linkami afiliacyjnymi. Oznacza to, że jeśli je kupisz przechodząc przez te linki (bez cashbacków i innych wtyczek "przejmujących" kliknięcie), otrzymam niewielką prowizję. Cena produktów dla Was nie ulegnie zmianie, a dzięki temu możecie pomóc mi w utrzymywaniu działalności Happy Rabbit!


To pierwszy, i jak dotąd jedyny krem z filtrem mineralnym, który polubiłam. Marka w tym kremie zastosowała dyspersje tlenku cynku, dzięki czemu formuła kosmetyku nie jest bardzo tłusta i nie bieli skóry. Wchłania się w około 10 minut i można bez problemu nakładać makijaż. Lubię go używać także w dni, kiedy się nie maluje, ponieważ twarz się nie świeci, bardzo ładnie wygląda. Zwykle pod niego nakładam jedynie tonik i lekkie wodne serum, nie potrzebuję dodatkowego kremu na dzień.

Niestety z tym kremem wiążą się kontrowersje. U mnie zachowuje się idealnie, mam to opakowanie ok pół roku (już się kończy), używałam go z nawet kilkumiesięcznymi przerwami. Niestety kilka dziewczyn z Instagrama, które miały pierwsze partie, ma problemy z konsystencją po przerwie w używaniu (możecie to zobaczyć m.in w zapisanych relacjach u Marty @szlajamsiepodrogeriach)

Link do sklepu


ASOA Krem z filtrem chemicznym SPF 50+ PA++++

Naprawdę się cieszę, że firmy produkujące kosmetyki naturalne zaczynają się otwierać na stosowanie filtrów chemicznych w swoich kosmetykach, mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej.

Nowy filtr chemiczny ASOA otrzymałam od marki do przetestowania przedpremierowo (niezobowiązujący PR), jeszcze nie mam oficjalnej wersji opakowania, więc na razie na zdjęciu widzicie prototyp.

Zgodnie z deklaracją firmy ten produkt ma wykazywać szeroką ochronę w przed promieniowaniem UVA oraz UVB, ma też składniki pielęgnujące cerę jak np. niacynamid. Jest dość bogaty, gdy moja cera jest w dobrej kondycji, nie potrzebuje pod niego żadnego dodatkowego serum lub kremu nawilżającego.

Krem ma dość lepką konsystencje. Trzeba poświęcić kilka minut by go dobrze rozsmarować na skórze, dodatkowo lepi się na twarzy. Jeśli nie stosujecie makijażu, to może nie być kosmetyk dla Was. Dla osób, które nakładają makijaż może być świetną bazą, ponieważ podkład się ładnie do niego przyczepia.

Link do sklepu


BIELENDA, Bikini wodoodporny ochronny krem do twarzy SPF 50

Muszę przyznać, że ten krem z filtrem to pierwszy kosmetyk Bielendy, który kupiłam jeszcze przed ogłoszeniem, że ta marka spełnia kryteria braku powiązań z testami na zwierzętach Stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa, ponieważ słyszałam o nim wiele dobrego i kosztował niecałe 15 złotych.

Jest bardzo przyjemny. Łatwo się rozprowadza, szybko wchłania, jest lekki i zostawia zdrowe, półmatowe wykończenie. 

Moją cerę trochę za mało nawilża, więc stosuję pod niego serum lub krem, sądzę, że dla osób mających skóry tłuste może być dobrym, wystarczającym, kremem na dzień. 

Link do sklepu


DR SKIN CLINIC krem intensywna ochrona SPF 50

Niestety jest to najgorszy krem z filtrem jaki miałam od lat. Próbowałam go nakładać na różne sposoby - warstwami, wklepując, smarując, ale nie byłam w stanie zaaplikować poprawnej ilości tak by się nie rolował. Testowałam go też z samym tonikiem, kilkoma serum, kremami, nic nie pomogło. Najmniej się rolował na gołej twarzy, lecz w tym rozwiązaniu był dla mnie za mało nawilżający.

Kolejne problemy to brzydko wyglądający i nietrwały makijaż. Próbowałam z wieloma podkładami, nie działało. Jakby tego było mało, podczas treningu spływa z potem i zostawia białe ślady, osadza się na brwiach.

Czy ma zalety? Tak, lubię jego właściwości pielęgnacyjne. W składzie ma 2% niacynamidu, jego działanie jest wyczuwalne. 

Link do sklepu


SUNOZON krem przeciwsłoneczny SPF 50

Przyjemny, dobrze nawilżający krem. Myślę, że może się sprawdzić u osób mających cery suche, dojrzałe, normalne. Mojej mieszanej też pasuje.

Nie mam problemów z nałożeniem na niego makijażu, wręcz się bardzo ładnie przyczepia. Niestety moja cera się dość mocno świeci po kilku godzinach.

Warto zauważyć, że jest najtańszy z całego zestawienia!

Link do sklepu


SUNOZON Sonnenfluid LSF 50

Myślę, że ten fluid przeciwsłoneczny to kosmetyk, który albo się kocha, albo się go nienawidzi. Z jednej strony ma przyjemną konsystencję, dość szybko się wchłania, nie jest lepki, nie bieli. Z drugiej ta konsystencja i lekkość są zapewne możliwe dzięki alkoholowi denaturowanemu w składzie, a ten surowiec wielu osobom nie odpowiada. 

W mojej ocenie warto pod fluid nałożyć kosmetyk nawilżający, w zależności od indywidualnych preferencji. Ładnie się na nim utrzymuje makijaż. Jego wadą jest mocne szczypanie w oczy.

Link do sklepu


LIRENE emulsja ochronna do skóry wrażliwej SPF 50+

Używam tego filtra od ponad roku na twarz i całe ciało i go uwielbiam najbardziej na świecie! 

Jest bardzo tani - w wersji 90 ml w promocji można go często kupić nawet za 10-12 zł, duży 175 ml za około 20 zł (link do sklepu). Ja mam zawsze obie pojemności, mały do twarzy, do torebki i zdjęć na Insta, a duży do całego ciała. 

Emulsja jest świetnym kremem nawilżającym i filtrem w jednym. Bez żadnych problemów mogę nałożyć poprawną ilość, rozsmarowywanie jej trwa niecałą minutę, ona w 10-15 minut się w większości wchłonie i mogę nakładać makijaż. 

Kosmetyk daje efekt ładnej, nawilżonej skóry, i jednocześnie się nie lepi, więc jest super też na całe ciało. Świetnie wygląda po reaplikacji. Dobrze się na nim utrzymuje makijaż. 

Pieczenie w oczy jest minimalne, występuje tylko gdy nałożę go też na rzęsy i fizycznie się dostanie do oka.

Link do sklepu


LIRENE Nawilżający ochronny krem do twarzy IR COMPLEX SPF50

To jest najlżejszy nawilżający krem z filtrem z tego zestawienia. Ma konsystencję lekkiego kremu nawilżającego, bez żadnych problemów można go rozetrzeć na skórze, dla mnie jest bardzo dobrą bazą pod makijaż.

Uważam, że to może być rewelacyjny krem dla osób, które jeszcze nigdy nie używały filtrów do twarzy i szukają czegoś, co najbardziej będzie przypominało standardowy krem albo dla osób nielubiących typowych filtrów.

Będzie super nawet dla osób, które nie noszą makijażu, ponieważ się nie lepi, jego wykończenie to zrównoważony glow.

Myślę, że skóry suche mogą wymagać dodatkowego kremu nawilżającego, dla mieszanych i tłustych może być w sam raz, ale to tak naprawdę każda osoba musi indywidualnie dopasować nie tylko do samego rodzaju skóry, ale też do aktualnego stanu cery.

Link do sklepu


LIRENE SUN NATURA emulsja ochronna  SPF50

Mamy tu do czynienia z filtrem mineralnym, który jest nawet spoko, odpowiada mi dużo bardziej niż wiele innych naturalnych kremów z fizyczną ochroną jakich używałam w przeszłości.

Zaraz po aplikacji skóra jest sino biała, lecz po 15 minutach na mojej jasnej karnacji żadnego bielenia nie widać, sprawdzałam u koleżanki, która ma ciemniejszą skórę - u niej bielenie było minimalne. 

Trzeba poświęcić nieco więcej czasu na jednolite rozsmarowanie tego kremu, daje bardzo błyszczące wykończenie, ale co ciekawe - prawie się nie lepi. Pierwsza aplikacja wygląda dobrze, nawet na kremie bądź serum, podczas reaplikacji lubi się rolować i osadzać np. na brwiach.

Nie lubię go używać do ciała, ponieważ na ciele mi ten błysk przeszkadza, mam też wrażenie, że on się osadza na ubraniach. Na twarzy jest okej, makijaż się trochę szybciej wyświeca i nie jest aż tak trwały jak bym chciała, myślę, że u osób mających cery suche nie będzie tego problemu.

Link do sklepu


PHARMACERIS S KREM OCHRONNY dla skóry trądzikowej, mieszanej i tłustej SPF 50+

Jeśli szukacie prawdziwie matującego kremu z filtrem to ten powinien się u was sprawdzić. Na skórze zachowuje się jak matująca baza pod makijaż, ten mat jest bardzo mocny, zwęża optycznie pory. 

Myślę, że dla osób mających skóry tłuste może być dobry, ale podczas używania go trzeba pamiętać by mocno nawilżać skórę. Ja mam cerę mieszaną, dla mnie jest za bardzo matujący i wysuszający.

Może być fajny dla mężczyzn / osób z zarostem, ponieważ nie spływa ze skóry, nie osiada na zaroście. Osoby, które się nie malują, a lubią gdy ich skóra jest matowa, też mogą być zadowolone.

Link do sklepu


PHARMACERIS S, krem o szerokopasmowej ochronie SPF 50+

Główną zaletą tego kremu jest to, że daje szeroko działające spektrum działania. Producent deklaruje ochronę SPF 50+, PPD30, IR (podczerwienią) oraz HEV (światłem widzialnym). To najwyższa i najbardziej  szerokopasmowa ochrona wśród wszystkich wegańskich i cruelty free kremów z filtrem dostępnych w Polsce.

Kosmetyk ma bardzo gęstą konsystencję. Zaraz po aplikacji efekt na skórze jest tłusty i lepki, lecz po 10-15 minutach u mnie się wchłania i spokojnie mogę nałożyć makijaż. Na początku mocno bieli, po kilkunastu minutach po bieleniu nie ma śladu. Trzeba zwracać uwagę by go dobrze rozsmarować w okolicach brwi i włosów na twarzy, ponieważ czasami się między nimi zbiera. 

Bardzo Wam go polecam jeśli szukacie bardzo stabilnego, wodoodpornego filtra dającego szeroką ochronę. Będzie świetnie chronił osoby mające I lub II fototyp skóry, wszystkich po mocnych zabiegach, podczas kuracji substancjami fotouwrażliwiającymi jak niektóre kwasy lub retinol. 

Link do sklepu


Mam nadzieję, że post z recenzją i porównaniem wegańskich i cruelty free kremów z filtrem SPF50 Wam się przydał!

Dajcie znać co myślicie o tych produktach. 

Miłego dnia!

Ewa


Wpis powstał dzięki wsparciu Patronek i Patronów z Patronite. Możesz do nich dołączyć tutaj: https://patronite.pl/HappyRabbit

Bardzo dziękuję za wsparcie: Celinie, Martynie, Anecie, Natalii, Barbarze, Karolinie, Monice, Agacie, Natalii, Iwonie, Alicji, Darii, Oldze, Klaudii, Edycie, Marcie, Marice, Katarzynie, Dominice, Magdalenie, Alicji, Marcie, Laurze, Weronice, Markowi, Kasi, Martynie, Weronice, Monice, Natalii, Asi, Renacie, Julii, Joannie, Magdalenie, Magdzie, Mlwie, Honoracie, Dagmarze, Arnice, Patrycji, Adriannie, Katarzynie, Paulinie, Małgorzacie, Aleksandrze, Jagodzie, Angelice, Dagmarze, Weronice, Magdzie, Annie, Annie, Justynie, Danieli, Martynie, Alicji i Agnieszce.

Zobacz też:

ONLYBIO HAIR BALANCE - RECENZJA / ODŻYWKI / MASKI / PEELING

ONLYBIO HAIR BALANCE - RECENZJA / ODŻYWKI / MASKI / PEELING





Linia kosmetyków Onlybio Hair Balance od swojej premiery robi duże poruszenie w internetowym środowisku kosmetycznym. Ta seria nawiązuje do środowiska włosomaniaczek i włosomaniaków, produkty są oznaczone ich rodzajem PEH (proteiny/emolienty/humektanty) oraz dzieli produkty na dedykowane do różnych porowatości włosów. We współpracy z drogerią internetową triny.pl w tym wpisie opowiem Wam o kosmetykach, które testowałam!

O równowadze PEH w pielęgnacji włosów możecie poczytać TUTAJ


Używam tych produktów od dawna, w większości stosuję już drugie opakowania. Testowałam je i wtedy gdy intensywnie wydobywałam skręt moich włosów poświęcając dużo czasu na dbanie o nie, jak i teraz gdy jestem bardzo zajęta i moja pielęgnacja włosów musi być prosta, szybka i skuteczna. 

Na wstępie jeszcze zaznaczę, że wszystkie mają bardzo ładne cukierkowo owocowe zapachy!



ODŻYWKA EMOLIENTOWA

Skład odżywki bazuje na alkoholu tłuszczowym i maśle shea, dalej mamy oleje - lniany, awokado i ze słonecznika, ekstrakt z maliny moroszki.

Lubię ją, sądzę, że jest rewelacyjną typowo emolientową odżywką. Stosowałam ją na różne sposoby - do emulgowania olejów, jako pierwsze O w metodzie OMO, jako ostatni krok do zamykania całej rozbudowanej pielęgnacji oraz do zwalczenia przeproteinowania. W zależności od efektu jaki chciałam osiągnąć, sprawdzała się dobrze. Zmiękczała i wygładzała włosy. Jak już wspominałam - moje włosy są cienkie, ta odżywka je odpowiednio dociążała, raz za mocno je obciążyła, gdy zastosowałam ją i przed myciem i po. To obciążenie było delikatne, piszę o nim żeby się do czegoś przyczepić. Niestety myślę, że może być za słaba dla osób, które mają bardziej zniszczone lub wysokoporowate włosy. 



ODŻYWKA PROTEINOWA

Tutaj nie mamy olejów, fazą tłuszczową konieczną do zrobienia emulsji jest alkohol tłuszczowy, dalej po emulgatorach są same proteiny i aminokwasy - hydrolizowane proteiny pszenicy, aminokwasy pszenicy, soi, arginina, treonina i seryna.

Działa u mnie tak, jak wyobrażam sobie działanie dobrej odżywki proteinowej. Stosowałam ją przed albo po myciu, w zależności od tego, jaki efekt zamierzałam osiągnąć. Świetnie podbijała skręt włosów. Dodatkowo odżywka nabłyszcza włosy, dzięki niej wyglądają dużo lepiej. Stosowana co trzy lub cztery mycia nie przeproteinowała mi włosów. 


MASKA DO WŁOSÓW WYSOKOPOROWATYCH

Jest to maska emolientowo humektantowa. W jej składzie znajdziemy oleje lniany, z pestek winogron,  czarnuszki, nasion bawełny i pestek słonecznika oraz nawilżającą glicerynę.

Z jednej strony ta maska wygładza, nawilża i nabłyszcza włosy, z drugiej niestety bywały dni, kiedy ich nie dociążała odpowiednio i się puszyły. Szczególnie to widziałam gdy zastosowałam ją na zakończenie pielęgnacji wydobywającej skręt. Dobrze mi się sprawdzała jako emulgator olejów na włosach przed myciem.



MASKA DO WŁOSÓW ŚREDNIOPOROWATYCH

W składzie mamy oleje słonecznikowy, rycynowy, awokado i ze słodkich migdałów oraz glicerynę, przez co ta maska również jest składowo emolientowo humektantowa. W moim odczuciu z używania zachowuje się bardziej jak produkt emolientowy.

Uwielbiam ją! Pięknie wygładza moje włosy, idealnie je dociąża, dzięki niej są sypkie i mięciutkie. Dobrze u mnie działała i gdy wydobywam skręt, i gdy to odpuszczam. Na pewno ją kupię ponownie. 


OLEJ DO OLEJOWANIA WŁOSÓW ŚREDNIOPOROWATYCH

Wybrałam go, ponieważ w składzie zawiera oleje, które moje włosy bardzo lubią - słonecznikowy, rycynowy, awokado i ze słodkich migdałów.

Jego formuła jest fajnie zrównoważona, zmiękcza i wygładza moje włosy. Uważam, że te gotowe mieszanki olejów są świetnym rozwiązaniem dla ludzie zajętych, które nie mają czasu na samodzielne kombinowanie, albo dla osób niedoświadczonych w olejowaniu włosów, które niezbyt wiedzą jakie z setek olejów wybrać. Tutaj to dopasowanie do porowatości jest dobrą podpowiedzią. 



OLEJEK ZABEZPIECZAJĄCY KOŃCÓWKI

Pierwszym składnikiem jest cyclopentasiloxane, czyli silikon lotny będący również tzw. emolientem suchym, dalej łatwo zmywalny dimethiconol oraz oleje - lniany, z czarnuszki, awokado, bawełny i rycynowy.

Używam go do zabezpieczania końcówek. Na moje jeszcze mokre cienkie włosy zwykle aplikuję jedną pompkę. Ta ilość chroni końcówki, trochę je wygładza jednocześnie nie obciążając włosów. Stosowałam go też do odgniatania fal, daje sobie z tym radę.


PEELING DO SKÓRY GŁOWY

Na koniec zostawiłam mój koszmarek. W przypadku tego peelingu powinniśmy mieć działanie chemiczne (kwas mlekowy) i mechaniczne (pestki moreli, kaolin), dodatkowo pielęgnujące dzięki olejom lnianym i słonecznikowym, glicerynie, ekstraktowi z arniki i mentolowi.

Nie spodobał mi się już przy pierwszym użyciu, ponieważ te drobinki są duże i drapiące, przez co podrażniły moją skórę głowy. Dodatkowo takie drobinki przez mechaniczne tarcie uszkadzają włosy. Tutaj możesz zobaczyć post trycholożki na ten temat. 

Próbowałam go też używać w taki sposób by nie trzeć ani nie "masować" skóry głowy, a po prosty najdelikatniej jak potrafię zaaplikować go na skórę głowy by sam kwas mlekowy zadziałał złuszczająco. W mojej opinii nie zadziałał i nie oczyścił mojej skóry głowy. Nie polecam.



Mam nadzieję, że ten post o kosmetykach do włosów z serii Hair Balance od OnlyBio ułatwi Wam wybór!

Miłego dnia!

Ewa







CZY CHINY ZNIOSŁY OBOWIĄZEK TESTÓW KOSMETYKÓW NA ZWIERZĘTACH 1 MAJA 2021?

CZY CHINY ZNIOSŁY OBOWIĄZEK TESTÓW KOSMETYKÓW NA ZWIERZĘTACH 1 MAJA 2021?

1 maja 2021 roku w Chinach została wprowadzona nowa, zapowiadana od kilku lat regulacja „Regulamin Administracji Dokumentami Rejestracji i Dokumentacji Kosmetyków", która wywołała całą falę nieprawdziwych informacji o zakończeniu obowiązkowych testów na zwierzętach produktów kosmetycznych sprzedawanych w tym kraju. Przyjrzyjmy się szczegółom tego aktu prawnego. 

Ten post dotyczy sprzedaży stacjonarnej kosmetyków w Chinach kontynentalnych. W Hong Kongu i sprzedaży online obowiązują inne regulacje. 

Jeszcze zanim przejdę do szczegółów odpowiem na ważne pytanie dla osób, które nie będą czytać całego tekstu:

Czy Chiny 1 maja 2021 zniosły obowiązek testów kosmetyków na zwierzętach?

Nie, No, Nein, Non, 不是, Não, Нет itd. W każdym języku świata: NIE


Zacznijmy od tego, że obecnie w Chinach kosmetyki są dzielone na dwie kategorie:

  1. SPECIAL USE, czyli farby do włosów, produkty wybielające, kosmetyki z filtrami przeciwsłonecznymi, produkty przeciw wypadaniu włosów, trwała ondulacja oraz produkty "with new efficacy" czyli wszelkie nowości, nowe formuły, nowe przeznaczenia kosmetyków.
  2. GENERAL COSMETICS, czyli KOSMETYKI ZWYKŁE pozostałe kosmetyki ( np. makijaż, szampony, kremy, które nie mają właściwości special use) z wyjątkiem mydła (mydła podlegają innym, nie kosmetycznym regulacjom)

Co się zmieniło 1 maja 2021?

Kosmetyki ZWYKŁE wytwarzane w Chinach oraz importowane mogą być zwolnione z wymogów badań na zwierzętach przed wprowadzeniem na rynek pod warunkiem, że producent uzyska certyfikaty kwalifikacyjne systemu zarządzania jakością produkcji wydane przez właściwy regionalny departament rządowy, dodatkowo otrzyma pozytywny wynik oceny ryzyka dla bezpieczeństwa produktu oraz firma spełni jeszcze szereg innych wymagań formalnych. 

Jakie KOSMETYKI ZWYKŁE będą nadal podlegać obowiązkowym testom na zwierzętach?

  • kosmetyki dla dzieci i niemowląt;
  • kosmetyki zawierające składniki, które nie są zawarte w katalogu NMPA Inventory of Existing Cosmetic Ingredients in China (IECIC);
  • kosmetyki, których producent jest wymieniony jako kluczowy cel nadzoru zgodnie z wynikami systemu oceny ilościowej ustanowionego przez NMPA;
  • kosmetyki, których producenci nie spełnili wszystkich wymagań formalnych by móc zwolnić produkty z testów na zwierzętach;

Co z kosmetykami "special use"?

W dalszym ciągu będą je obowiązywały obowiązkowe testy na zwierzętach podczas rejestracji przed wprowadzaniem na rynek chiński.


A post market testing?

Post market testing to kontrola bezpieczeństwa kosmetyków już obecnych stacjonarnie w sklepach. Od 2019 roku standardowe badania kosmetyków obecnych na sklepowych półkach nie obejmują testów na zwierzętach, ale w przypadku nierutynowych testów, np. skargi konsumenta na produkt, testy na zwierzętach nadal MOGĄ BYĆ przeprowadzane.

Chińskie władze zostawiły sobie furtkę do możliwości sprawdzania bezpieczeństwa kosmetyków w ten sposób, w związku z czym nadal każda firma obecna stacjonarnie na tym rynku świadomie wyraża zgodę na testowanie ich produktów na zwierzętach


Czy nowe regulacje realnie coś zmienią?

Myślę, że jest to ważny krok. Choć nadal żadna z firm obecnych stacjonarnie w Chinach nie może spełniać moich oraz Stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa kryteriów braku powiązań z testami na zwierzętach, to uważam, że dzięki nowym regulacjom skala przeprowadzania testów kosmetyków na zwierzętach w Chinach może być mniejsza. O ile oczywiście firmy będą spełniać kryteria formalne do zwolnienia ich z tych testów, a już słychać głosy marek, że to nie będzie łatwe.

Pamiętajcie, że to nie jest tak, że wszystkie "general cosmetics" zostaną zwolnione z testów na zwierzętach. One MOGĄ zostać zwolnione jeśli ich producenci spełnią wiele kryteriów formalnych i urzędnicy wydadzą taką zgodę.

Myślę, ze musimy poczekać kilka lub nawet kilkanaście miesięcy by zobaczyć jak te regulacje będą działać w praktyce. 


Czy Chiny wprowadzą zakaz testów na zwierzętach?

Nie, Chiny nie wprowadzają żadnego zakazu testów na zwierzętach. Nadal każda firma będzie mogła będzie mogła prywatnie przeprowadzać lub zlecać tam testy kosmetyków na zwierzętach, gdy będzie miała na to ochotę.




Mam nadzieję, że teraz sytuacja zmiany prawa kosmetycznego w Chinach jest dla Was jasna.

Miłego dnia!
Ewa



Wpis powstał dzięki wsparciu Patronek i Patronów z Patronite. Możesz do nich dołączyć tutaj: https://patronite.pl/HappyRabbit

Bardzo dziękuję za wsparcie: Celinie, Martynie, Anecie, Natalii, Barbarze, Karolinie, Monice, Agacie, Natalii, Iwonie, Alicji, Darii, Oldze, Klaudii, Edycie, Marcie, Marice, Katarzynie, Dominice, Magdalenie, Alicji, Marcie, Laurze, Weronice, Markowi, Kasi, Martynie, Weronice, Monice, Natalii, Asi, Renacie, Julii, Joannie, Magdalenie, Magdzie, Mlwie, Honoracie, Dagmarze, Arnice, Patrycji, Adriannie, Katarzynie, Paulinie, Małgorzacie, Aleksandrze, Jagodzie, Angelice, Dagmarze, Weronice, Magdzie, Annie, Annie, Justynie, Danieli, Martynie, Alicji i Agnieszce.

Zobacz też:



źródła:
https://cosmetic.chemlinked.com/database/view/1094
https://www.nmpa.gov.cn/
https://www.reach24h.com/cosmetic/newcenter/expert-interpretation/253-exemption-for-animal-testing-on-cosmetics-will-be-implemented-on-may-1.html?fbclid=IwAR3xfCSbQo-Jy9E1FL8Ycu2fccV6YgyaoipKKLqTuHRbz9ESvHBvQl4DcLA
https://globalregulatorypartners.com/new-rules-for-cosmetics-registration-in-china-starting-may-2021/
https://cosmetic.chemlinked.com/news/cosmetic-news/china-to-exempt-animal-testing-for-imported-general-cosmetics-on-may1
https://www.cosmeticsdesign-asia.com/Article/2021/03/08/China-animal-testing-Exemptions-for-testing-on-ordinary-cosmetics-start-in-May-officials
https://marketingtochina.com/china-end-of-animal-testing-for-cosmetic-products-in-2021/
https://www.cosmeticsdesign-asia.com/Article/2020/09/09/China-animal-testing-Limitations-remain-for-companies-seeking-exemption-from-animal-tests



CZY LA ROCHE-POSAY TESTUJE NA ZWIERZĘTACH W 2021 ROKU?

CZY LA ROCHE-POSAY TESTUJE NA ZWIERZĘTACH W 2021 ROKU?

Czy La Roche-Posay testuje na zwierzętach? Czy jest cruelty free? 

Ostatnio pytacie o tę markę coraz częściej, podejrzewam, że z powodu lata i dużej popularności ich filtrów przeciwsłonecznych. Marka zajęła też drugie miejsce po Gosh (wpis o Gosh znajdziecie TUTAJ) w ankiecie na ankiecie na Instagramie (https://www.instagram.com/happyrabbit_blog/).

Mam nadzieję, że ten post rozjaśni Wam kwestię powiązań La Roche-Posay z testami na zwierzętach!


Czy kosmetyki La Roche-Posay są testowane na zwierzętach? 

Tak. Firma sprzedaje swoje kosmetyki stacjonarnie w Chińskiej Republice Ludowej, gdzie testowanie na zwierzętach kosmetyków importowanych podczas rejestracji lub/i sprzedawanych stacjonarnie podczas post market testing jest dla firm obowiązkowe.

Firma tego nie ukrywa, na ich stronie internetowej znajdziecie tę informację "The only possible exception is if regulatory authorities required it for safety or regulatory purposes".

Czy La Roche-Posay testuje na zwierzętach? 

Nie, firma deklaruje, że obecnie samodzielnie nie przeprowadza testów na zwierzętach kosmetyków oraz składników.

Czy La Roche-Posay ma wpływ na testowanie swoich kosmetyków na zwierzętach? 

Tak, marka świadomie decyduje o zarabianiu pieniędzy w kraju, który wymaga testów na zwierzętach i się na to zgadza.

Czy La Roche-Posay weryfikuje dostawców surowców, podwykonawców pod kątem testów na zwierzętach?

Nie mamy takich informacji.

Czy La Roche-Posay należy do koncernu mającego powiązania z testami na zwierzętach?

Tak, La Roche-Posay należy do koncernu L'Oreal. Więcej o statusie cruelty free L'Oreal możesz przeczytać TUTAJ



Mam nadzieję, że post o powiązaniach La Roche-Posay z testami na zwierzętach Wam się przydał!

Miłego dnia!
Ewa




Wpis powstał dzięki wsparciu Patronek i Patronów z Patronite. Możesz do nich dołączyć tutaj: https://patronite.pl/HappyRabbit

Bardzo dziękuję za wsparcie: Celinie, Martynie, Anecie, Natalii, Barbarze, Karolinie, Monice, Agacie, Natalii, Iwonie, Alicji, Darii, Oldze, Klaudii, Edycie, Marcie, Marice, Katarzynie, Dominice, Magdalenie, Alicji, Marcie, Laurze, Weronice, Markowi, Kasi, Martynie, Weronice, Monice, Natalii, Asi, Renacie, Julii, Joannie, Magdalenie, Magdzie, Mlwie, Honoracie, Dagmarze, Arnice, Patrycji, Adriannie, Katarzynie, Paulinie, Małgorzacie, Aleksandrze, Jagodzie, Angelice, Dagmarze, Weronice, Magdzie, Annie, Annie, Justynie, Danieli, Martynie, Alicji i Agnieszce.

Zobacz też:
WSZYSTKO O DEMAKIJAŻU / PODSTAWY PIELĘGNACJI #1

WSZYSTKO O DEMAKIJAŻU / PODSTAWY PIELĘGNACJI #1


Od kilku lat prowadzenia bloga staram się Wam często przypominać i tutaj, i na Instagramie (https://www.instagram.com/happyrabbit_blog/), że dokładny codzienny demakijaż oraz oczyszczanie skóry to jedne z najistotniejszych czynności pielęgnacji skóry. 

Tym postem chcę zacząć nową serię na blogu - PODSTAWY PIELĘGNACJI. Będą to posty obejmujące różne obszary dbania o skórę. Pisaliście, że lubicie moje wpisy o pielęgnacji, ale 10 czy 20 stron tekstu to za dużo na raz, więc postanowiłam podejść do tematu w inny sposób ;)  Wiem, że wśród odbiorców Happy Rabbit są i osoby początkujące, którym ta wiedza może się przydać, i osoby pielęgnacyjnie zaawansowane, które w tych postach mogą znaleźć inną wartość, ponieważ będę polecać świetne wegańskie i cruelty free kosmetyki. 

W poście uwzględniłam też najczęstsze Wasze pytania, które zadaliście w okienku na Instagramie https://www.instagram.com/happyrabbit_blog/.

Wpis powstał we współpracy z drogerią internetową triny.pl.


Dlaczego wykonywanie demakijażu jest bardzo ważne?

Demakijaż oraz oczyszczanie cery, które powinno nastąpić zaraz później (o oczyszczaniu przygotuje kolejny wpis z serii) umożliwiają skórze regenerację podczas snu oraz wchłanianie substancji aktywnych zawartych w serum i kremach. Nawet jeśli nie nosimy makijażu, nasza skóra po całym dniu jest brudna i obciążona kurzem, sebum i bakteriami, w związku z czym warto zmyć tę pierwszą warstwę zanieczyszczeń przed dogłębnym oczyszczaniem. Dodatkowo zmycie wielu filtrów przeciwsłonecznych wymaga dwuetapowego oczyszczenia skóry. Pamiętajcie, że nawet najlepszy krem na świecie nie zadziała, jeżeli zostanie nałożony na nieoczyszczoną skórę. U mnie zmiana podejścia do oczyszczania kilka lat temu bardzo mi pomogła w ogarnięciu cery. Poleciłam zwrócenie na ten etap wielu osobom i wiem, że u nich również przyniosło to bardzo pozytywne efekty!


NAJPIERW OCZY, PÓŹNIEJ TWARZ

Zanim przejdziemy do metod demakijażu, chcę zwrócić uwagę na jedną bardzo istotną sprawę - w przypadku demakijażu najpierw oczy i usta, później reszta twarzy! Dlaczego? Nasze oczy są bardzo wrażliwe, zaczynając demakijaż od oczu, minimalizujemy szansę na to by zanieczyszczenia z innych części twarzy dostały się nam do oczu. A dlaczego usta? By zmyć szminki, błyszczyki lub matowe pomadki, które nie powinny być rozcierane po całej twarzy. Pilnujcie też by nie trafiły w okolice oka. 

Jak ja to robię? Jeśli mam na ustach resztki szminki czy błyszczyka, zaczynam od nich, niezależnie od metody demakijażu, usuwam rozpuszczony przez płyn lub olej makijaż ust wacikiem kosmetycznym. Następnie przechodzę do oczu. Prywatnie, gdy nie testuje kosmetyków na potrzeby materiałów na bloga, najczęściej wykonuje demakijaż oczu płynem micelarnym. Wylewam go na dwa czyste waciki, przykładam do oczu i czekam chwilę, by produkt mógł rozpuścić makijaż. Nie pocieram, delikatnie ściągam wacik z resztkami makijażu w dół, ewentualne resztki doczyszczam drugą stroną, kolejnym czystym wacikiem lub patyczkiem kosmetycznym. Demakijaż reszty twarzy najczęściej wykonuję olejem, czasami mleczkiem. 

Czy po demakijażu trzeba myć twarz żelem/pianką?

Nic nie trzeba, ale ja rekomenduję dwuetapowe oczyszczanie skóry, czyli demakijaż i dogłębne oczyszczenie żelem/pianką/emulsją. O drugim etapie przygotuję następny post z tej serii. Same kosmetyki do demakijażu nie są w stanie dobrze oczyścić skóry. Muszę też dodać, po własnych doświadczeniach, rozmowach ze znajomymi oraz wieloma czytelnikami bloga, że to właśnie jednoetapowe lub niedokładne oczyszczanie skóry jest często głównym powodem mitycznego "zapychania" przez kosmetyki i wielokrotnie wprowadzenie dwuetapowego mycia twarzy bardzo poprawiło stan skóry. Trochę inaczej sytuacja wygląda w przypadku restrykcyjnego stosowania metody OCM, o tym napiszę niżej.

Czy trzeba robić demakijaż gdy się nie ma na twarzy makijażu?

To zależy. Ta nazwa "demakijaż" może być myląca. Według mnie bezpieczniejszą opcją jest zmycie wszystkich zanieczyszczeń, które się osadziły w ciągu dnia na skórze, porannej pielęgnacji, w szczególności kremu z filtrem, a następnie przejście do dogłębnego oczyszczania. Są też osoby, którym w takim przypadku bardziej odpowiada jeden etap. Sprawdźcie jaka metoda jest lepsza dla Was.

Jak zmyć krem z filtrem SPF?

Kremy z filtrem to kosmetyki, które powinny dobrze się trzymać skóry, więc ich zmycie nie jest takie proste. A często filtry "zapychają" właśnie dlatego, że nie są odpowiednio zmyte ze skóry. Zwykłe kremy z filtrem polecam zmywać dwuetapowo, lecz obojętnie jaką metodą. Filtry wodoodporne radzę w pierwszym etapie usuwać ze skóry olejem, następnie przejść do żelu bądź pianki.


METODY DEMAKIJAŻU

Na rynku jest bardzo dużo różnych kosmetyków do demakijażu, w zależności od rodzaju produktu, metoda stosowania jest trochę inna. Poniżej opiszę najbardziej popularne metody i polecę Wam ciekawe wegańskie i cruelty free kosmetyki.



PŁYNY MICELARNE

Płyny micelarne to kosmetyki na bazie wody, zawierające środki powierzchniowo czynne, dzięki którym są w stanie zmyć makijaż, sebum, kurz, zabrudzenia. 

Uważam, że są to świetne kosmetyki do usuwania makijażu z okolic oczu. Mogą być też dobre do demakijażu twarzy, lecz on się wiąże z użyciem wacików, które mogą być niekomfortowe dla osób mające cery podrażnione, suche, wrażliwe, trądzikowe, po zabiegach. W tym przypadku każdy musi indywidualnie ocenić jaka metoda jest dla niego najwygodniejsza. 

Czy trzeba zmywać płyn micelarny?

Płyn micelarny jest kosmetykiem służącym do demakijażu, warto po nim wykonać kolejny krok pielęgnacyjny, czyli dogłębne oczyszczenie skóry, które zmywa płyn micelarny. 

Zakładając, że nie wykonujecie kolejnego etapu (czego nie polecam, bo sam micel nie jest w stanie dobrze oczyścić skóry), lub używacie płynu micelarnego jako poranne oczyszczanie, czy trzeba go zmywać? To tak naprawdę "zależy" od kilku czynników - od składu konkretnego kosmetyku, samo INCI nie wystarczy, ponieważ dużą różnicę robią stężenia poszczególnych substancji oraz od indywidualnych preferencji naszych skór. Są osoby, które latami nie zmywają mocnych płynów micelarnych i wszystko jest okej, a są też takie, którym szkodzi niewielka ilość środków powierzchniowo czynnych, które są emulgatorami w tonikach. Ja rekomenduję zmycie, uważam, że jest to bezpieczniejsza opcja, ale też zaznaczam, że musicie to przetestować na własnej skórze. 




OnlyBio, Bakuchiol&Skwalan - przeciwzmarszczkowy płyn micelarny 

Skład tego płynu micelarnego bazuje na dość delikatnych dla skóry środkach powierzchniowo czynnych, dalej mamy nawilżającą glicerynę, skwalan, bakuchiol, Levan, czyli łagodzący polisacharyd z rzepaku oraz probiotyk.

Lubię ten płyn, dobrze sobie radzi ze zmyciem mojego codziennego makijażu i oczu, i twarzy. Do zmycia produktów bardziej wodoodpornych potrzebował kilku wacików, lecz sobie poradził. Nie podrażnił ani mojej skóry na twarzy, ani bardzo wrażliwych oczu. Fajnie, że ma dodatkowe składniki pielęgnacyjne, jednak wiecie, nie przesadzałabym z jego właściwościami przeciwzmarszczkowymi. Chociaż dobry demakijaż na pewno wspomaga całą pielęgnację anti aging.


GoCranberry, Żurawinowy płyn micelarny

Ten kosmetyk zaraz po wodzie zawiera nawilżającą glicerynę, substancje powierzchniowo czynne są dalej w składzie. Dodatkowo znajdziemy w nim charakterystyczny dla całej serii wyciąg z żurawiny. 

Dla mnie ten płyn jest fajny, dobrze zmywa makijaż, choć myślę, ze z wodoodpornym może nie dać sobie rady. Moich oczu nie podrażnił, lecz to jest bardzo indywidualna kwestia. Tu może zdradzę Wam mój trik, dzięki któremu od kilku lat rzadko płyny mi podrażniają oczy - wylewam ich bardzo mało na wacik tak, by zminimalizować szansę dostania się ich do oczu. Nie przepadam za nim jeśli chodzi o demakijaż twarzy, zdarzyło się, że w połączeniu z wacikiem podrażnił mi dodatkowo cerę gdy była uwrażliwiona po retinolu. 

Inne wegańskie i cruelty free płyny micelarne warte uwagi:

Polny Warkocz, Rumiankowa esencja micelarna

Shy Deer, Płyn micelarny do demakijażu i mycia skóry twarzy

OnlyBio, Łagodzący płyn micelarny z olejkiem CBD

Resibo, Płyn micelarny

Mydłostacja, Lipowy płyn micelarny do demakijażu




OLEJE DO DEMAKIJAŻU

Muszę przyznać, że jest to moja ulubiona metoda demakijażu twarzy. Oleje świetnie się sprawdzają w tej roli, ponieważ rewelacyjnie radzą sobie z rozpuszczeniem zanieczyszczeń, dodatkowo taki demakijaż robimy palcami masując twarz, co dodatkowo pomaga w jej oczyszczeniu.

Oleje do demakijażu możemy podzielić na dwie główne grupy:

  • indywidualne oleje lub mieszanki olejów bez emulgatora 
  • oleje hydrofilowe zawierające emulgatory
Emulgatory to substancje, dzięki którym oleje mają zdolność połączenia się z wodą. Pozwalają one na spłukanie olejów z twarzy. W zależności od rodzaju i ilości emulgatora w produkcie możemy zmyć kosmetyk całkowicie lub dużą jego ilość. 

Jeśli decydujemy się na stosowanie oleju (sprawdzi się jakikolwiek olej lubicie np. oliwa z oliwek, konopny, awokado, lniany itd) lub mieszanki olejów bez emulgatora, może być konieczne zastosowanie różnych ściereczek, rękawic lub podwójne umycie twarzy żelem z detergentem, by oczyścić skórę. To może podrażnić skórę i za bardzo ją mechanicznie złuszczać.

Trochę inaczej sprawa wygląda, jeśli decydujemy się na skomplikowaną i bardzo czasochłonną metodę OCM, czyli oczyszczanie skóry olejami bez detergentów. Polecam Wam film Agnieszki z kanału Kosmetologia Naturalnie na ten temat (klik). To jest ciekawa metoda, jeśli macie czas, chęć i możliwości, by codziennie poświęcać kilkadziesiąt minut na oczyszczanie skóry, to jak najbardziej polecam spróbować.

Ja zwykle wybieram mieszanki olejów z emulgatorami, ponieważ jest to dla mnie najwygodniejsze rozwiązanie, nie mam też problemów z podrażnieniem skóry. 



Resibo, Melt Away - Balsam do demakijażu

To jest moje nowe odkrycie, uwielbiam go! Melt Away to mieszanka olejów, maseł z emulgatorami i wspaniale łagodzącymi i odżywczymi proteinami owsianymi. 

Balsam ma idealną, miękką konsystencję. Nie jest ani za rzadki, ani za mocno zbity. Świetnie się rozpuszcza w dłoniach i sunie po twarzy, można nim wykonać bardzo przyjemny masaż. Zmywa się z twarzy w ok 90%.

Pięknie zmywa każdy makijaż, nawet wodoodporny eyeliner, jest delikatny dla skóry. Wspaniały kosmetyk!




Veoli Botanica, Olejek 2w1 do demakijażu z pomarańczą - Squeeze an orange

Wiem, że już kilka miesięcy Wam pisałam o tym oleju, ale co ja zrobię, że go kocham? Oszczędzałam go, niestety już mi się skończył. 

Zawiera oleje sezamowy, ze słodkich migdałów, z pestek winogron, słonecznikowy, jojoba, arganowy, awokado oraz ekstrakty z aceroli, owoców pomarańczy, nasion owsa, marchwi i wiele innych dobroci, jego emulgatorem jest Polyglyceryl-2 Sesquioleate. W moim przypadku woda go zmywa w około 80%.

Uwielbiam go dlatego, że cudownie pachnie pomarańczami, wspaniale relaksuje. Masowanie nim twarzy to czysta przyjemność. Oczywiście dobrze zmywa makijaż i twarzy i oczu, nie podrażnia. Cudo!




Babo, Myjący olejek do demakijażu

Mój kolejny ulubieniec! I kolejny olejek, który mi robi SPA w łazience dzięki swojemu przepięknemu kakaowemu zapachowi. 

W skład tego olejku wchodzą oleje - z pestek winogron, sezamowego, z pestek śliwki, nasion słonecznika, łagodny emulgator (Polyglyceryl-4 Caprate) oraz dwa wyciągi - z wąkroty azjatyckiej i z ziaren kakaowca. W jego przypadku zmywalność wodą oceniam również na około 80%.

Rewelacyjnie zmywa makijaż, jest delikatny dla skóry i oczu. Mam tylko jedną uwagę - należy go mocno wstrząsnąć przed użyciem, bo czasami gęsty emulgator osiada na dnie. 




Polny Warkocz Regulujący koncentrat z olejem konopnym - Olejek emulgujący do mycia twarzy

Muszę przyznać, że jest to bardzo specyficzny kosmetyk. Z jednej strony bazuje na oleju ze słodkich migdałów, dalej w składzie ma trójglicerydy (emolient), olej konopny, olej rycynowy, ale też wodę, glicerynę i hydrolat rozmarynowy. Do tego jeszcze ma ziemię okrzemkową. 

Hmm, producent nazywa ten kosmetyk olejkiem, w odczuciu jest on tłusty. na twarzy zachowuje jak olejek, ale jednak do końca nie jest olejkiem. Jeśli lubicie testować takie ciekawostki to jak najbardziej Wam polecam. 

Nie mogę się przyczepić do jego działania - dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia. Ciężko go samego masować na twarzy. Dużo lepiej to idzie jeśli dołożymy troszeczkę wody by on zaczął emulgować. Muszę przyznać, że on się zmywa z twarzy wodą w 100%. 

Inne wegańskie i cruelty free olejki do demakijażu warte uwagi:

GoCranberry, Olejek do demakijażu - Odżywcze oczyszczenie

Resibo, Olejek do demakijażu (bez emulgatora)

Miya, My Super Skin, Lekki olejek do demakijażu

OFiga, Hydrofilna oliwka do demakijażu - Rokokao

IOSSI, Śliwka - Hydrofilny olejek do demakijażu

Orientana, Odżywczy BIO olejek do demakijażu



MLECZKA I EMULSJE

Wiem, że ten typ kosmetyków większości z nas kojarzy się z latami 90. lub początkiem dwutysięcznych z nieskutecznym i szczypiącym w oczy mleczkiem ogórkowym Ziaja, które tylko rozmazywało makijaż po całej twarzy. Firmy kosmetyczne w ostatnich latach zaczęły odchodzić od takich produktów, zastępując je płynami micelarnymi i olejkami. Ja bym chciała odczarować trochę tę złą sławę mleczek, ponieważ te produkty mogą być naprawdę fajnymi kosmetykami, gdy się ich odpowiednio używa. 

Odpowiednio czyli jak? Bez wacika. Tak, naprawdę najlepszą opcją używania mleczek jest masaż dłońmi. Używajmy ich tak samo jak olejków. Dzięki temu nie trzemy dodatkowo twarzy wacikami, makijaż łatwiej się rozpuszcza gdy robimy masaż. Następnie zmywamy wodą.

Mleczka mogą być rewelacyjną opcją dla osób mających skóry bardzo suche, delikatne. Dodatkowo są to kosmetyki uniwersalne, bo mogą być stosowane też do drugiego etapu pielęgnacji, czyli dogłębnego oczyszczania, ale o tym napiszę Wam w kolejnym poście z serii "PODSTAWY PIELĘGNACJI".
W triny.pl są dostępne dwa rewelacyjne wegańskie i cruelty free mleczka do demakijażu. 


Shy Deer, Lekka emulsja 2w1

Shy Deer oferuje emulsję. która jest napakowana składnikami aktywnymi - zaczynając od olejów: słonecznikowego, lnianego, z pestek malin, przez hydrolaty lawendowy i geranium, nawilżającą glicerynę po ekstrakt z morwy indyjskiej, kwas hialuronowy i witaminę E.

Dobrze zmywa standardowy makijaż - niezastygający podkład, cienie, tusz do rzęs. Ma problemy z makijażem wodoodpornym. Ma bardzo leciutką konsystencję, dzięki czemu masaż skóry jest bardzo przyjemny. Muszę powiedzieć, że ta emulsja wręcz koi skórę. 



Naturativ, Mleczko do Demakijażu 360 AOX

W przypadku mleczka Naturativ mamy do czynienia z większym minimalizmem w składzie i bogatszą konsystencją. Tutaj składniki to przede wszystkim nawilżająca gliceryna, łagodząca betaina, alkohole tłuszczowe, oleje z wiesiołka i z lnianki siewnej, do tego mamy ekstrakt z rumianku. To może być korzystna opcja dla skór mocno reaktywnych, alergicznych. 

Nie mam żadnych zastrzeżeń do zmywania nim mojego standardowego makijażu, z kosmetykami wodoodpornymi może mieć problem. Ma świetną gęstą i odżywczą konsystencję. 


Są jeszcze inne metody demakijażu?

Jasne, że są. Na rynku możemy znaleźć też płyny dwufazowe do demakijażu. Są one połączeniem produktu na bazie wody z oddzielnym tłuszczem (olejami/silikonami). Ja nie przepadam za tą metodą i od wielu lat jej nie stosuję. Jest ich coraz mniej na rynku.

Jeszcze inną metodą są chusteczki do demakijażu. Nie cierpię tej metody i nikomu jej nie polecam. Ta metoda z jakiegoś powodu jest nadal popularna w USA. Często widzę u różnych influencerek jak mocno pocierają skórę tymi chusteczkami i ją podrażniają. Sądzę, że są lepsze dla skóry, bardziej skuteczne i ekologiczne metody.


Mam nadzieję, że ten post o demakijażu Wam pomoże!

Miłego dnia!

Ewa



Copyright © Happy Rabbit , Blogger