niedziela, 11 kwietnia 2021

KWAS GLIKOLOWY - DZIAŁANIE ORAZ WEGAŃSKIE I CRUELTY FREE TONIKI Z KWASEM GLIKOLOWYM

KWAS GLIKOLOWY - DZIAŁANIE ORAZ WEGAŃSKIE I CRUELTY FREE TONIKI Z KWASEM GLIKOLOWYM


Czym jest kwas glikolowy?

Kwas glikolowy należy do grupy alfa-hydroksykwasów (AHA), co oznacza, że działa on na poziomie warstwy rogowej naskórka. Ten kwas ma bardzo małą cząsteczkę dzięki czemu działa efektywnie, ale też może działać drażniąco. Zwykle jest pozyskiwany z trzciny cukrowej.

Jak działa kwas glikolowy?

Działanie kwasu glikolowego jest uzależnione od jego stężenia i formulacji całego kosmetyku. W gotowych produktach przeznaczonych do codziennego użytku znajdziemy zwykle 2-7% tej substancji, najpopularniejszym stężeniem jest 5%. W produktach gabinetowych używa się nawet 50-70%, ale o nich tu nie będę mówić, ponieważ nie polecam stosowania wyższych stężeń samodzielnie, bez kontroli specjalisty. Opisywane właściwości dotyczą możliwości produktów do użytku domowego. 

Właściwości kwasu glikolowego:

- delikatnie złuszcza naskórek

- stymuluje regenerację naskórka

- pomaga w redukcji przebarwień

- rozjaśnia, rozświetla cerę

- wspomaga nawilżanie skóry

Jakie są przeciwskazania stosowania kwasu glikolowego?

Kwas glikolowy, podobnie jak inne kwasy i substancje aktywne w kosmetykach należy dobierać z rozwagą i dopasować ich działanie do innych produktów w rytuale pielęgnacyjnym. Jest to składnik intensywnie działający na skórę.

W przypadku kwasu glikolowego jako przeciwskazania często wymienia się bardzo wrażliwą, reaktywną skórę, AZS, stosowanie kosmetyków lub leków z retinolem, używanie wysokich stężeń innych kwasów. Wiele źródeł jako przeciwskazanie wyszczególnia ciążę i karmienie piersią, tu przede wszystkim polecam konsultację z lekarzem.

W trakcie stosowania kosmetyków z kwasami pamiętajcie o codziennej wysokiej ochronie przeciwsłonecznej!


WEGAŃSKIE I CRUELTY FREE TONIKI Z KWASEM GLIKOLOWYM

Jednym z najpopularniejszych toników z kwasem glikolowym na świecie jest Glow Tonic marki Pixi. Jest polecany przez osoby mające różne typy cery. Zawiera 5% kwasu glikolowego. Wspaniałe jest to, że ten tonik jest wegański i cruelty free zgodnie z kryteriami Stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa!

Innym bardzo często zalecanym tonikiem jest The Ordinary Glycolic Acid 7% Toning Solution. Niestety ta firma z uwagi na swój związek z koncernem Estee Lauder nie spełnia moich kryteriów braku powiązań z testami na zwierzętach, o szczegółach możecie przeczytać TUTAJ. Wiem, że wiele z Was szuka alternatyw dla tego kosmetyku, mam nadzieję, że ten post ułatwi Wam znalezienie zamiennika.


Serdecznie Was zapraszam do śledzenia działalności Happy Rabbit na Instagramie - https://www.instagram.com/happyrabbit_blog/. Publikuje tam sporo list i infografik oraz dużo stricte kosmetycznych treści. 

ALKEMIE:

DERMA E:

DR ROEBUCK'S:

KRAVE BEAUTY:

EVELINE COSMETICS:

MARIO BADESCU:

MIYA COSMETICS:

PIXI:

REVIVA LABS:

YOUTH TO THE PEOPLE:





Mam nadzieję, że wpis Wam się przydał oraz rekomendacje wegańskich i cruelty free toników z kwasem glikolowym okażą się dla Was pomocne!

Miłego dnia!
Ewa

Wpis powstał dzięki wsparciu Patronek i Patronów z Patronite. Możesz do nich dołączyć tutaj: https://patronite.pl/HappyRabbit

Bardzo dziękuję za wsparcie: Celinie, Martynie, Anecie, Natalii, Barbarze, Karolinie, Monice, Agacie, Natalii, Iwonie, Alicji, Darii, Oldze, Klaudii, Edycie, Marcie, Marice, Katarzynie, Dominice, Magdalenie, Alicji, Marcie, Laurze, Weronice, Markowi, Kasi, Martynie, Weronice, Monice, Natalii, Asi, Renacie, Julii, Joannie, Magdalenie, Magdzie, Mlwie, Honoracie, Dagmarze, Arnice, Patrycji, Adriannie, Katarzynie, Paulinie, Małgorzacie, Aleksandrze, Jagodzie, Angelice, Dagmarze, Weronice, Magdzie, Annie, Annie, Justynie, Danieli, Martynie, Alicji i Agnieszce.

Zobacz też:


sobota, 10 kwietnia 2021

COCOLITA.PL / LISTA FIRM CRUELTY FREE 2021

COCOLITA.PL / LISTA FIRM CRUELTY FREE 2021

środa, 24 marca 2021

CZY DRUNK ELEPHANT TESTUJE NA ZWIERZĘTACH?

CZY DRUNK ELEPHANT TESTUJE NA ZWIERZĘTACH?


Marka Drunk Elephant to nowość w polskich perfumeriach Sephora. Firma od kilku lat jest popularna w social mediach i na Youtube, szczególnie w Stanach Zjednoczonych.

Z jednej strony firma stawia na wysokie stężenia substancji aktywnych, z drugiej próbuje się wpisać w trend "clean beauty" i uprawia nieprawdziwy marketing strachu (polecam tekst Lab Muffin o tym trendzie). Twierdzą, że sześć składników kosmetyków (SLS, olejków eterycznych, silikonów, "wysuszających" alkoholi, zapachów i barwników oraz filtrów chemicznych) przyczynia się do prawie wszystkich problemów skórnych, po ich wyeliminowaniu skóra się "resetuje" i wraca do "zdrowia". Bardzo naciągane, prawda? 

Nie neguje działania tych kosmetyków o ile są dobrze dobrane na konkretne problemy skórne, ale coraz bardziej irytuje mnie marketing strachu i dziwne, często bezsensowne teorie budujące ideologie firm kosmetycznych.

Przejdźmy do meritum tego wpisu, czyli powiązań Drunk Elephant z testami na zwierzętach. Czy Drunk Elephant jest cruelty free? 


Serdecznie Was zapraszam do śledzenia działalności Happy Rabbit na Instagramie - https://www.instagram.com/happyrabbit_blog/. Publikuje tam sporo list i infografik oraz dużo stricte kosmetycznych treści. 

Czy Drunk Elephant testuje na zwierzętach?

Nie, żadne kosmetyki ani składniki produktów Drunk Elephant nie są testowane na zwierzętach ani przez firmę ani na jej zlecenie, marka sprawdza dostawców surowców pod tym kątem.

Marka w 2019 roku została zweryfikowana jako niemająca powiązań z testami na zwierzętach przez największe niezależne źródło amerykańskich i ogólnoświatowych firm cruelty free, czyli Logical Harmony.


Czy kosmetyki Drunk Elephant są sprzedawane w Chinach?


Nie, żadne kosmetyki marki nie są sprzedawane stacjonarnie na rynku chińskim. Są dostępne w Hong Kongu, lecz tam testy na zwierzętach nie są wymagane prawnie oraz nie obowiązuje post market testing.

Czy Drunk Elephant należy do koncernu mającego powiązania z testami na zwierzętach?

Tak, Drunk Elephant należy do Shiseido. Shiseido ma powiązania z testami na zwierzętach.


Czy Drunk Elephant jest cruelty free?

Jak już wielokrotnie pisałam - na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć zgodnie z własnymi poglądami. Nie ma jednej definicji pojęcia "cruelty free".

Jednym z kryteriów działalności Happy Rabbit oraz Stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa jest brak powiązań z koncernami mającymi powiązania z testami na zwierzętach więc nie znajdziecie wegańskich produktów na listach na blogu, prywatnie również nie będę kupować kosmetyków Drunk Elephant.


Mam nadzieję, że teraz powiązania Drunk Elephant z testami na zwierzętach są dla Was jasne.


Miłego dnia! 
Ewa


Wpis powstał dzięki wsparciu Patronek i Patronów z Patronite. Możesz do nich dołączyć tutaj: https://patronite.pl/HappyRabbit


Bardzo dziękuję za wsparcie: Celinie, Martynie, Anecie, Natalii, Barbarze, Karolinie, Monice, Agacie, Natalii, Iwonie, Alicji, Darii, Oldze, Klaudii, Edycie, Marcie, Marice, Katarzynie, Dominice, Magdalenie, Alicji, Marcie, Laurze, Weronice, Markowi, Kasi, Martynie, Weronice, Monice, Natalii, Asi, Renacie, Julii, Joannie, Magdalenie, Magdzie, Mlwie, Honoracie, Dagmarze, Arnice, Patrycji, Adriannie, Katarzynie, Paulinie, Małgorzacie, Aleksandrze, Jagodzie, Angelice, Dagmarze, Weronice, Magdzie, Annie, Justynie, Danieli i Klaudii:)

Zobacz też:



wtorek, 23 marca 2021

NAJLEPSZE KOSMETYKI ORIENTANA

NAJLEPSZE KOSMETYKI ORIENTANA


Cenię markę Orientana za to, że ma na siebie pomysł, na polskim rynku ciężko znaleźć podobne produkty. Ich kosmetyki są sensowne i skuteczne, bazują na azjatyckich roślinach i ziołach. 

Znam ich produkty od lat, po kolei testuje różne opcje asortymentu marki. Większość z pokazanych w tym wpisie kosmetyków to moje hity, do których już kilkukrotnie wracałam. 

Cieszę się, że drogeria internetowa triny.pl ma wszystkie produkty Orientana w asortymencie i mogę we współpracy z nimi przygotować o nich wpis. Mam nadzieję, że te recenzje Wam pomogą!


Ostrzegam, że większość kosmetyków Orientana ma mocne zapachy. To zrozumiałe, ponieważ same zioła i rośliny znajdujące się w składach tych kosmetyków mocno pachną, jeśli to zapachy nieprzyjemne, jak na przykład oleju neem, to przykrycie ich pewnie nie jest łatwe. Z drugiej strony, uprzedzam osoby o mocnym powonieniu albo nadwrażliwości na zapachy, że większość tych kosmetyków pachnie intensywnie. 



Krem do twarzy - Drzewo sandałowe i kurkuma

Nie będę owijać w bawełnę - bardzo lubię ten krem. Jego skład zawiera masła shea i kakaowe, glicerynę, przeciwzapalny i antyoksydacyjny ekstrakt z kurkumy, przeciwbakteryjny olej z drzewa sandałowego, oleje z ziaren słonecznika, z kiełków pszenicy, nasion grejfruta i migdałów. 

Zostawia na skórze bardzo przyjemną półmatową, lecz jednocześnie odżywczą warstwę. Nie spotkałam się z podobnym efektem w żadnym innym kremie.

Uważam, że ten krem może się świetnie sprawdzić w przypadku skór skłonnych do trądziku, zapychania porów, wyprysków, które jednocześnie potrzebują mocniejszej regeneracji, nawilżenia i ochrony. Pomaga w szybszym leczeniu zmian trądzikowych. W ostatnich latach zużyłam co najmniej 2 opakowania tego kremu, lubię do niego co jakiś czas wracać, co dobrze o nim świadczy.



BIO serum do twarzy - Neem i tulsi

Już ponad rok temu polecałam Wam to serum na Instagramie, wiem, że od tego czasu stało się hitem kilku z Was. Jego skład to genialna mieszanka, której celem ma być pomoc w redukcji i gojeniu zmian trądzikowych oraz ustabilizowaniu produkcji sebum i przetłuszczania się skóry. Zawiera tzw. Sepicontrol A5, czyli kompleks z wyciągiem z kory cynamonowca, świetnie działające na trądzik olej neem, ekstrakt z tulsi, antyoksydacyjny wyciąg z kiwi oraz nawilżające glicerynę i ekstrakt z aloesu, dodatkowo działanie produktu wspomagają olejki eteryczne - goździkowy, z drzewa herbacianego i z drzewa cynamonowca.

Uważam, że serum Neem&Tulsi jest bardzo skuteczne. Jest to jeden z produktów, które często polecam młodym ludziom lub osobom, które nie chcą stosować mocnej, zaawansowanej pielęgnacji z możliwymi skutkami ubocznymi (zabiegi kwasowe, retinol) walki z trądzikiem i przetłuszczającą się skórą. Pomaga w gojeniu wyprysków i zapobiega powstawaniu nowych. Reguluje przetłuszczanie skóry. Wielką zaletą tego serum jest to, że choć mamy tu wszystkie genialne właściwości oleju neem, jego bardzo nieprzyjemny zapach został dobrze zakamuflowany.



Hydrokuracja z Kurkumą

Hydrokuracja to produkt pełniący rolę serum w pielęgnacji. Wersja z kurkumą jest kolejnym polecanym tu przeze mnie kosmetykiem pomagającym w walce z trądzikiem, lecz inaczej niż serum Neem&Tulsi.

Skład hydrokuracji z kurkumą bazuje na surowcach nawilżających - glicerynie, ekstraktowi z aloesu, oraz wyciągach łagodzących i rozjaśniających przebarwienia - z kurkumy, lukrecji, ogórka, marzanny indyjskiej i brahmi.

Ten kosmetyk jest nastawiony na łagodniejsze regulowanie skóry, nawilżenie i pomoc w walce z przebarwieniami. W moim przypadku działa na świeże, podkreślam: ŚWIEŻE przebarwienia po  wypryskach. Mam problemy z trądzikiem neuropatycznym (więcej o nim pisałam TUTAJ), hydrokuracja ładnie goi rozgrzebane wypryski po moich napadach, zapobiega powstawaniu nowych przebarwień. 




Naturalny peeling do ust - Sugarcane Energy

Z pielęgnacji twarzy muszę Wam jeszcze polecić ciekawostkę - peeling do ust Sugarcane Energy. Jest to jeden z bardzo niewielu wegańskich peelingów do ust w formie wygodnego sztyftu. W jego składzie znajdziecie roślinne woski, oleje oraz cukier.

Jest fajny, ponieważ działanie peelingujące jest zrównoważone, w sam raz. Nie jest ani super delikatny, ani mocnym zdzierakiem. Kryształki cukru się rozpuszczają na ustach i peeling zostaje na nich działając odżywczo jak balsam. 




BIO olejek do ciała antycellulitowy - 17 roślin ajurwedy

Postawmy sprawę jasno - żaden kosmetyk samodzielnie nie usunie cellulitu ani nie spali nam tkanki tłuszczowej, ale kosmetykami można pomóc skórze, nawilżyć ją, ujędrnić, a zdrowa odżywiona skóra zwykle lepiej wygląda.

Uważam, że ten konkretny olejek jest wart polecenia, ponieważ oprócz wielu olejów i ekstraktów, które świetnie działają na skórę ma składnik ADIPOSLIM, który został opatentowany, bo w badaniach in vivo wykazał działanie zmniejszające o 12% widoczność cellulitu. Myślę, że to obiecujący wynik.

Lubię stosować ten olejek do masażu skóry dłońmi lub bańką chińską. Co jakiś czas do niego wracam, dzięki czemu widzę działanie ujędrniające i poprawiające ogólny wygląd skóry. Czy zlikwidował mi cellulit? Nie, ale jak na kosmetyk, wykazał fajne działanie napinające i odżywiające skórę. 




Bogate masło do ciała - Trawa cytrynowa i żywokost

To jedyna wegańska opcja wśród maseł do ciała Orientany. Ma bardzo bogaty skład, zawiera oleje z nasion słonecznika, grejfruta, sezamowy oraz z kiełków pszenicy, masła kokum i shea, nawilżające glicerynę i sok z aloesu oraz ekstrakt z żywokostu lekarskiego.

Masło ma piękny cytrusowo ziołowy zapach, wyczuwam tam też trochę zapachu pomarańczy. Dzięki dobrze zaprojektowanej konsystencji, produkt łatwo się rozprowadza na skórze i dość szybko wchłania. Bardzo dobrze nawilża i odżywia skórę, lubię do niego wracać. 




Ajurwedyjska odżywka do włosów - Jaśmin i migdałecznik

Wiem, że już o niej pisałam w poście o równowadze PEH, ale nie mogę jej pominąć w tym poście, ponieważ to jedna z moich ulubionych humektantowych odżywek do włosów!

W jej składzie znajdziemy oleje jojoba i ze słodkich migdałów, humektanty - glicerynę, sok z aloesu oraz kompleks Aquaxyl i ekstrakty z lukrecji, wąkroty azjatyckiej, skórki cytryny, Shikakai oraz Ajwan.

Jest mocno nawilżająca, dzięki niej włosy wyglądają na zdrowe i błyszczące. Dodatkowo ma sporo emolientów, gęstą i bogatą konsystencję dzięki czemu idealnie dociąża włosy i zmniejsza ryzyko puchu.


Dajcie znać, co sądzicie o tych wegańskich kosmetykach Orientana!

Wiem, że wielu/e z Was też lubi tę markę :)




czwartek, 18 marca 2021

piątek, 12 marca 2021

GARNIER JEST CRUELTY FREE? NOWE INFORMACJE 2021

GARNIER JEST CRUELTY FREE? NOWE INFORMACJE 2021


Kilka dni temu na światową społeczność wegańską oraz cruelty free spadł wielki news - marka Garnier została potwierdzona jako cruelty free!

Ten news wywołał poruszenie, ponieważ Garnier jest jedną z największych firm na świecie, te kosmetyki są dostępne w większości drogerii i firma ma ogromny asortyment.

Czy rzeczywiście jest się z czego cieszyć? Czy te informacje są wiarygodne?

Dlaczego L'Oreal wycofał Garnier z rynku chińskiego?

Przyjrzyjmy się szczegółom powiązań marki Garnier z testami na zwierzętach. Mam nadzieję, że ten  post rozwieje wątpliwości.


Serdecznie Was zapraszam do śledzenia działalności Happy Rabbit na Instagramie - https://www.instagram.com/happyrabbit_blog/. Publikuje tam sporo list i infografik oraz dużo stricte kosmetycznych treści. 


Czy Garnier testuje na zwierzętach?

Nie, Garnier samodzielnie nie przeprowadza testów gotowych kosmetyków ani składników na zwierzętach oraz ich nie zleca. Sprawdza też swoich dostawców pod tym kątem.

Marka została certyfikowana przez Cruelty Free International, dzięki czemu otrzymał certyfikat Leaping Bunny, oraz co ważniejsze - marka została potwierdzona jako niemająca powiązań z testami na zwierzętach przez niezależne źródło - Logical Harmony


Czy kosmetyki Garnier są sprzedawane w Chinach?

Już nie. Kosmetyki Garnier przez kilka lat były sprzedawane stacjonarnie w Chińskiej Republice Ludowej, co wiązało się ze zgodą firmy na testowanie ich na zwierzętach. Marka zakończyła działalność w Chinach w 2017 roku.

Aktualnie żadne produkty firmy nie są sprzedawane stacjonarnie na rynku chińskim.


Czy Garnier należy do koncernu mającego powiązania z testami na zwierzętach?

Tak, Garnier należy do koncernu L'Oreal. O powiązaniach L'Oreal z testami na zwierzętach możecie przeczytać w poście CZY KOSMETYKI L'OREAL SĄ TESTOWANE NA ZWIERZĘTACH W 2021 ROKU? 


Czy Garnier jest cruelty free?

Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć zgodnie z własnymi poglądami, ponieważ nie ma jednej oficjalnej definicji pojęcia "cruelty free", dla każdego ma ono inne znaczenie.

Uważam, że eliminacja powiązań marki Garnier z testami na zwierzętach jeśli chodzi o wyjście z chińskiego rynku oraz weryfikacje producentów surowców jest dobre i jest to ważny krok dla ogólnoświatowej społeczności cruelty free.

Pamiętajmy, że w 80% krajów świata, łącznie z USA, testowanie kosmetyków lub/i surowców kosmetycznych na zwierzętach jest legalne, więc eliminacja tych powiązań w przypadku tak znanej firmy daje przykład innym, że jest to możliwe.

Z drugiej strony - L'Oreal czerpie zyski z marki Garnier, więc kupując te produkty klienci płacą również firmie matce. Mocą świadomych konsumentów jest to, że głosują własnymi pieniędzmi i wspierają działania firm zgodnych z ich poglądami.

Musimy sobie zadać jeszcze jedno pytanie - dlaczego L'Oreal wycofał markę Garnier z chińskiego rynku? W 2014 roku w branżowych i biznesowych portalach opublikowano sporo informacji o tym, że po prostu Garnier nie sprzedaje się w Chinach dobrze i z powodu niewielkich zysków koncernowi nie opłaca się utrzymywać tam tej firmy. Możecie o tym przeczytać np. TUTAJ

L'Oreal ma świetnie rozwinięty dział public relations i marketingu. A z uwagi na to, że i tak wycofali markę z Chin, sądzę, że zmiana jej profilu i komunikacji na "cruelty free" jest genialnym posunięciem marketingowym, ponieważ większość klientów nie zgłębia tematu.


Jednym z kryteriów działalności Happy Rabbit oraz Stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa jest brak powiązań z koncernami mającymi powiązania z testami na zwierzętach więc nie znajdziecie wegańskich produktów na listach na blogu.

Prywatnie też nie będę wspierać tej marki i kupować kosmetyków Garnier. 

W Polsce mamy ogromny wybór kosmetyków wśród firm potwierdzonych jako spełniających kryteria naszego Stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa bez żadnego "ale", więc nie czuję potrzeby naginania swoich zasad i zmiany poglądów. Świetnych produktów mamy mnóstwo i w większości kategorii wybór jest ogromny.


Mam nadzieję, że teraz powiązania Garnier z testami na zwierzętach są dla Was jasne.


Miłego dnia! 
Ewa


Wpis powstał dzięki wsparciu Patronek i Patronów z Patronite. Możesz do nich dołączyć tutaj: https://patronite.pl/HappyRabbit


Bardzo dziękuję za wsparcie: Celinie, Martynie, Anecie, Natalii, Barbarze, Karolinie, Monice, Agacie, Natalii, Iwonie, Alicji, Darii, Oldze, Klaudii, Edycie, Marcie, Marice, Katarzynie, Dominice, Magdalenie, Alicji, Marcie, Laurze, Weronice, Markowi, Kasi, Martynie, Weronice, Monice, Natalii, Asi, Renacie, Julii, Joannie, Magdalenie, Magdzie, Mlwie, Honoracie, Dagmarze, Arnice, Patrycji, Adriannie, Katarzynie, Paulinie, Małgorzacie, Aleksandrze, Jagodzie, Angelice, Dagmarze, Weronice, Magdzie, Annie, Justynie, Danieli i Klaudii:)
Zobacz też;

sobota, 27 lutego 2021

CZY MAYBELLINE TESTUJE NA ZWIERZĘTACH W 2021 ROKU?

CZY MAYBELLINE TESTUJE NA ZWIERZĘTACH W 2021 ROKU?


Na podstawie wielu rozmów z Wami i wielu wiadomości z pytaniami jakie do mnie wysyłacie doszłam do wniosku, że na blogu w najbliższym czasie pojawi się wiele podstawowych informacji o statusach cruelty free popularnych w Polsce firm kosmetycznych. O wielu z nich nic nie wiem, ale jeśli wiem to w kolejnych miesiącach na blogu pojawi się dedykowany post!


Jako moją dzisiejszą "ofiarę" wczoraj w ankiecie na Instagramie (zapraszam  https://www.instagram.com/happyrabbit_blog/) wybraliście bardzo popularną markę makijażową Maybelline

Tę firmę zna chyba każdy, ma ona szafę w większości drogerii. Przyjrzyjmy się szczegółom powiązań marki Maybelline z testami na zwierzętach.


Czy kosmetyki Maybelline są testowane na zwierzętach? 

Tak. Kosmetyki Maybelline są sprzedawane w Chinach, gdzie testowanie na zwierzętach kosmetyków importowanych podczas rejestracji i sprzedawanych w tym kraju jest prawnie wymagane (z wyjątkiem Hongkongu, więcej informacji o regulacjach prawnych obowiązujących w Chińskiej Republice Ludowej znajdziecie TUTAJ). 
Marka zna obowiązujące tam prawo, świadomie wyraża zgodę na testowanie kosmetyków Maybelline na zwierzętach oraz swoimi pieniędzmi dokłada się do systemu finansującego te testy. 

Czy Maybelline testuje na zwierzętach? 

Nie, firma deklaruje, że obecnie samodzielnie nie przeprowadza testów na zwierzętach kosmetyków oraz składników.

Czy Maybelline ma wpływ na testowanie swoich kosmetyków na zwierzętach? 

Tak, firma zna prawo na rynkach gdzie sprzedaje swoje produkty i świadomie decyduje się na obecność tam, dzięki czemu zarabia ogromnie pieniądze. Umyślnie zgadza się aby jej produkty były tam testowane na zwierzętach oraz płaci za te testy. 

Czy Maybelline weryfikuje dostawców surowców, podwykonawców pod kątem testów na zwierzętach?

Tego nie wiemy, nie znalazłam żadnych informacji na ten temat.

Czy Maybelline należy do koncernu mającego powiązania z testami na zwierzętach?

Tak, Maybelline należy do koncernu L'Oreal. Więcej o statusie cruelty free L'Oreal możesz przeczytać TUTAJ


Mam nadzieję, ten wpis rozjaśnił Wam sytuację i powiązania firmy Maybelline z testami na zwierzętach są dla Was jasne :)


Miłego dnia! 

Ewa

Wpis powstał dzięki wsparciu Patronek i Patronów z Patronite. Możesz do nich dołączyć tutaj: https://patronite.pl/HappyRabbit


Bardzo dziękuję za wsparcie: Celinie, Martynie, Anecie, Natalii, Barbarze, Karolinie, Monice, Agacie, Natalii, Iwonie, Alicji, Darii, Oldze, Klaudii, Edycie, Marcie, Marice, Katarzynie, Dominice, Magdalenie, Alicji, Marcie, Laurze, Weronice, Markowi, Kasi, Martynie, Weronice, Monice, Natalii, Asi, Renacie, Julii, Joannie, Magdalenie, Magdzie, Mlwie, Honoracie, Dagmarze, Arnice, Patrycji, Adriannie, Katarzynie, Paulinie, Małgorzacie, Aleksandrze, Jagodzie, Angelice, Dagmarze, Weronice, Magdzie, Annie, Annie, Justynie, Danieli, Martynie, Alicji i Agnieszce.


Zobacz też:




czwartek, 25 lutego 2021

WEGAŃSKA I CRUELTY FREE PIELĘGNACJA TWARZY / MOJA PIELĘGNACJA ZIMA 2020/2021

WEGAŃSKA I CRUELTY FREE PIELĘGNACJA TWARZY / MOJA PIELĘGNACJA ZIMA 2020/2021


Muszę Wam powiedzieć, że w ostatnich miesiącach miałam bardzo dobrą pielęgnację skóry. Udało mi się tak skomponować wszystkie elementy, by tworzyły dobrze działającą całość. Całość stosuję już 2-3 miesiące, więc mogę ocenić działanie tych kosmetyków.

Jak pewnie część z Was zauważyła, większość tych produktów przewija się u mnie przez kilka miesięcy. Dlaczego? Bo moja codzienna pielęgnacja jest w miarę stała. Nie używam co tydzień nowego kremu, nowości wprowadzam ostrożnie, pojedynczo. Tylko dzięki temu wiem co działa a co nie. Od jakiegoś czasu, po wielu nie trafionych eksperymentach w przeszłości, bardzo szanuje moją skórę, więc myślę co i w jakich konfiguracjach na nią nakładam. 


Jaka jest moja skóra?

Mieszana, mam problem z tłustą strefą środka czoła, nosa i okolic oraz brody z jednoczesnym przesuszeniem policzków i boków czoła. Dodatkowo jest naczynkowa, z wiekiem zauważam coraz większy problem z zaczerwienieniami i rumieniem. Widzę też coraz więcej drobnych zmarszczek i linii mimicznych, utratę jędrności.

Moim dużym problemem jest trądzik. Nie jest to już trądzik młodzieńczy lub kosmetyczny, mój ma podłoże hormonalne oraz zdrowotne. Nie chcę wchodzić głębiej w tę sprawę, ponieważ jest ona bardzo indywidualna i prywatna, ale właśnie z tego powodu nigdy nie powiem, że kosmetykami bądź zabiegami wyleczyłam trądzik. Bo jego podłoże jest w moim przypadku głębsze. Ale dzięki odpowiednio ułożonej pielęgnacji i dobrze dobranym kosmetykom mogę nie zaostrzać problemu i pomagać w gojeniu tych zmian. 

Niestety przez lata miałam duże problemy z trądzikiem neuropatycznym, z efektami czego zmagam się do dziś. Niestety mam sporo przebarwień po kompulsywnym wyciskaniu nie tylko pryszczy, a każdego najmniejszego zaskórnika. Na co dzień już raczej nie mam takich problemów, niestety wciąż w niektórych bardzo stresujących okresach w życiu zdarza mi się to robić. Jeśli macie podobne problemy bardzo polecam przede wszystkim terapię psychologiczną. 


PIELĘGANCJA WIECZOREM

Zacznę od niej, ponieważ to właśnie wieczorem moja pielęgnacja twarzy jest najbardziej rozbudowana i zawiera najwięcej substancji aktywnych. 



DEMAKIJAŻ I OCZYSZCZANIE SKÓRY

Dokładne zmycie makijażu i oczyszczenie cery jest istotnym wstępem do pielęgnacji twarzy. Wiem, że już wiele razy o tym pisałam, lecz nie mogę znów o tym nie wspomnieć, ponieważ naprawdę nawet najlepszy krem na świecie nie będzie działał na nieoczyszczonej skórze

Dla mnie od kilku lat najlepiej sprawdza się oczyszczanie dwuetapowe. Pierwszym krokiem jest zawsze tzw. demakijaż czyli zmycie z twarzy makijażu oraz największych zanieczyszczeń. Ja wykonuję ten krok również w dni, kiedy się nie maluję, dlatego że chcę dokładnie zmyć pielęgnację zaaplikowaną rano, filtr SPF 50, pot, sebum i wszystkie zanieczyszczenia, które przez cały dzień osiadają na skórze. Dodatkowo uwielbiam testować kosmetyki do demakijażu, to moje guilty pleasure ;) Na szczęście moja cera w tym przypadku dobrze znosi zmiany. Ostatnio używałam dwóch ciekawych kosmetyków do demakijażu:



Fresh&Natural, Pasta do mycia twarzy

To bardzo ciekawy kosmetyk. Wygląda jak zwykłe "masełko" do demakijażu, mieszanka tłuszczów z emulgatorem a tak naprawdę mamy tu mieszankę maseł roślinnych (kakaowego, shea), olejów (m.in. oliwy z oliwek, rycynowego), jest tam faza wodna, gliceryna i pantenol, emulgatory (Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate) oraz delikatne detergenty (Cocamidopropyl Betaine, Sodium Lauroyl Lactylate). 

Mam delikatne zastrzeżenia do konsystencji tego produktu. Trochę się rozwarstwił, lecz takie rzeczy się zdarzają w przypadku naturalnych kosmetyków, bo mogła na przykład zajść nagła zmiana temperatur w transporcie. Przemieszałam go zdezynfekowaną łyżeczką i od tego czasu jest okej.

Jak go używać? Ja wyciągam niewielką ilość z opakowania, roztapiam w dłoniach i masuję suchą twarz. Gdy czuję, że rozmasowałam kosmetyk na całej twarzy, stopniowo dodaję wodę, dzięki czemu tworzy się emulsja. Dobrze sobie radzi z usunięciem makijażu oraz zanieczyszczeń z twarzy i oczu. Dzięki emulgatorom letnia woda zmywa ją w 80-90%. Ja stosuję tę pastę jedynie do pierwszego oczyszczania, ponieważ wolę by drugie było troszeczkę mocniejsze. Myślę, że dla osób z cerą suchą, albo bardzo wrażliwą pasta Fresh&Natural może się świetnie sprawdzić do obu etapów (użyta dwa razy oczywiście). Nie podrażnia oczu. 



Babo, Myjący olejek do demakijażu

Muszę przyznać, że dla mnie ten olejek jest przede wszystkim wspaniałym kosmetykiem relaksującym, ponieważ oprócz demakijażu używam go też do masażu skóry. 

Jest to mieszanka olejów (z pestek winogron, sezamowego, z pestek śliwki, nasion słonecznika) z łagodnym emulgatorem (Polyglyceryl-4 Caprate) oraz dwoma ekstraktami - z wąkroty azjatyckiej oraz z ziaren kakaowca. 

Olejek wspaniale rozpuszcza makijaż, dzięki swojej konsystencji i genialnemu kakaowemu zapachowi, świetnie nadaje się do masażu, daje efekt SPA. 

Produkt jest naturalny, trzeba go mocno wstrząsnąć przed użyciem. Uwielbiam jego działanie, lecz nie przepadam za opakowaniem - kilka razy zacięła mi się pompka. 



Resibo, Naturalny żel myjący do twarzy z ekstraktem z brzoskwini

O żelu Resibo już Wam wielokrotnie pisałam mniej więcej rok temu gdy zachwycałam się pierwszym opakowaniem. Lubię go tak bardzo, że wybrałam go do zestawu prezentowego ze świetnymi wegańskimi i cruelty free kosmetykami do pielęgnacji twarzy, który skomponowałam dla triny.pl.

W styczniu wróciłam do tego żelu w pielęgnacji wieczornej i porannej i znów pamiętam dlaczego go uwielbiam! Bazuje na delikatnych detergentach - główną substancją myjącą jest bardzo delikatny Caprylyl/Capryl Glucoside, wspomagają go Sodium Cocoamphoacetate oraz łagodny surfaktant Disodium Cocoyl Glutamate. Dodatkowo w składzie znajdziemy tytułowy ekstrakt z brzoskwini, ekstrakt z owsa, łagodzącą skrobię z tapioki i nawilżającą betainę.

W mojej opinii żel bardzo delikatnie oczyszcza skórę, prawie się nie pieni. W żaden sposób nie podrażnił mojej cery nawet gdy była mocno wysuszona, nie powoduje ściągnięcia. 


Jeśli mam dzień peelingu lub maseczki, zabiegi te wykonuję w tym miejscu. O dodatkowych czynnościach napiszę w osobnym poście. 



TONIK

Kocham toniki. Jestem wielką fanką pryszniców tonikowych, uwielbiam je też wklepywać dłońmi w skórę. 

Zwykle wybieram toniki a nie hydrolaty, ponieważ mają one w sobie składniki aktywne i działanie dobrego toniku jest widoczne. Hydrolaty niby wyrównują pH skóry (choć są różne teorie czy po dobrym środku myjącym trzeba to robić, wg mnie też dużo zależy od pH wody u nas w domu) i mają mieć jakieś właściwości rośliny z której są zrobione, lecz ja tego mocno nie zauważam. Za to hydrolaty są świetnymi bazami dla toników. 

Na rynku są różne toniki - antybakteryjne, złuszczające, rozświetlające, ja się zwykle decyduje na nawilżające, ponieważ jest to zawsze dobry wstęp do pozostałych kroków pielęgnacji.



Babo, Przeciwzmarszczkowy tonik do twarzy

Ten tonik jest HITEM! Jego skład jest bogactwem substancji aktywnych, jest świetnie przemyślany.

Jego bazą są woda i sok z aloesu. Dalej mamy silnie nawilżające betainę, glicerynę, Sodium PCA i ksylitol, łagodzące pantenol i beta glukan, antyoksydacyjny ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego, aminokwasy, które stymulują syntezę kolagenu, elastyny, działają przeciwstarzeniowo oraz kompleks cynku, magnezu i miedzi działająco regenerująco, ochronnie.

Widzę działanie tego toniku, mocno łagodzi i nawilża skórę. Przynosił mi ogromną ulgę podczas terapii serum z 10% niacynamidem, którym przez przypadek sobie mocno przesuszyłam cerę (napiszę o tym niżej). Niestety mi się kończy i moje serduszko naprawdę krwawi. Będę tęsknić. 



W ostatnich miesiącach stosowałam też tonik Czarna porzeczka & Słonecznik, o którym już Wam pisałam w listopadzie. To świetny podstawowy tonik nawilżający w dużym opakowaniu. Ma pompkę więc będzie fajny dla osób, które lubią aplikować tonik dłońmi lub wacikiem a nie brać prysznic ;) Ma glicerynę i kwas hialuronowy, panthenol i zgodnie z nazwą serii - wyciąg z czarnej porzeczki.  Nie zawiera kompozycji zapachowej. 




SERUM

Zwykle wybieram taki model codziennej pielęgnacji by jej baza była nawilżająca, regenerująca, a dzięki różnym serum dostarczać skórze mocniejszych substancji aktywnych nakierowanych na rozwiązanie jakiegoś problemu. 
W tym sezonie zimowym moim dużym problemem zaostrzonego trądziku hormonalnego oraz duży wysyp drobnych krost i ropnych wyprysków przez długotrwałe noszenie maseczki, tzw. maskne. Na początku sezonu grzewczego moim problemem było przesuszenie i odwodnienie cery -> w tym poście możecie poczytać jak sobie z tym radziłam. Teraz chciałam odżywić skórę i zapobiec skutkom ubocznym stosowania kosmetyków pomagających w walce z trądzikiem. 




Asoa, Serum normalizujące z 10% niacynamidem

W tym sezonie królował u mnie niacynamid. Jest to genialny składnik w kosmetykach do pielęgnacji twarzy, poświęciłam mu osobny post, który znajdziecie TUTAJ

Serum Asoa bazuje na hydrolacie manuka, dalej ma oczywiście niacynamid w stężeniu 10%, ekstrakt z drożdży, który z jednej strony ma działanie odżywcze, z drugiej antybakteryjne i przeciwłojotokowe, antyoksydacyjny wyciąg z czarnej borówki, łagodzące pantenol i alantoinę oraz matujący tlenek cynku. 

Muszę przyznać, że stężenie 10% niacynamidu jest końską dawką. Ten składnik działa bardzo dobrze już w ilości pięciu procent, więc jeśli Wasza skóra jest wrażliwa, myślę, że warto zacząć od niskich stężeń. Moja skóra jest odporna lecz też czuje problemy z nawilżeniem przy codziennym używaniu tak mocnego produktu, więc podczas mojej styczniowej terapii tym kosmetykiem, stosowałam go co drugi dzień, zamiennie z silnie odżywczym serum. To rozwiązanie się sprawdziło. 

Jakie efekty dało serum normalizujące Asoa? Przede wszystkim dzięki niemu wszystkie bolące hormonalne wypryski się szybciej zagoiły. Poradził sobie też z oczyszczeniem mojej brody z mocnego wysypu wyprysków po-maseczkowych. Rozjaśnił mi kilka świeżych przebarwień potrądzikowych. 

Aktualnie wprowadzam retinol, więc używam słabszego serum normalizującego na całą twarz, ale ciągle go stosuje punktowo na wszystkie wypryski. Na pewno będę wracać do takiego serum, ponieważ uwielbiam działanie niacynamidu.



Resibo, Serum normalizujące

Bezpieczniejszą opcją dla skór wrażliwych lub jeśli nie macie doświadczenia z dużymi stężeniami substancji aktywnych będzie serum normalizujące od Resibo. 

W jego składzie jest łagodząca mąka z tapioki, przeciwzapalna i antybakteryjna azeloglicyna, niacynamid, oleje z nasion czarnej porzeczki i słonecznika, ekstrakty z kwiatu lotosu, lilii wodnej i nasion owsa, nawilżający kwas hialuronowy oraz łagodząca alantoina.

Uważam, że to serum jest bardzo "bezpieczne", robi to co ma robić wolniej ale bez komplikacji i skutków ubocznych. Ładnie wycisza wypryski, dzięki niemu skóra się mniej przetłuszcza.



Babo, Antystresowe serum do twarzy

Cudowne, mocno odżywcze i nawilżające serum. Ma bardzo bogaty skład, zawiera oleje z pestek śliwek, z otrąb ryżowych, słonecznika, masło shea, woski ryżowy i japoński, cudowne ekstrakty z wąkroty azjatyckiej, sosny, morszczynu i innych alg, ryżu oraz kakaowca. 

Serum antystresowe cudownie koi wszystkie podrażnienia na skórze, odżywia ją i nawilża. Było dla mnie niezastąpione podczas kuracji serum z 10% niacynamidu, teraz wprowadzam retinol i tu też widzę jak świetnie pomaga w wyeliminowaniu skutków ubocznych. Jest rewelacyjne!

KREM

W mojej obecnej, zimowej pielęgnacji skóry, krem jest jej zakończeniem, jego celem jest zamknięcie całości. W tej kategorii muszę też wspomnieć o kremie pod oczy, ponieważ uważam, że jest to istotny element pielęgnacji.



Make Me Bio, Krem nawilżający Garden Roses

W ostatnich dwóch miesiącach wieczorem na całą twarz używałam kultowy krem Garden Roses od Make Me Bio,

W składzie ma łagodzący hydrolat różany, oleje ze słodkich migdałów, jojoba, mango, makadamia, nawilżającą glicerynę, witaminę E oraz ekstrakt z kwiatów róży damasceńskiej.

Zimą lubię cięższe, bardziej treściwe konsystencje, ten krem mi to daje. Uwielbiam to jak nawilża i odżywia skórę. Myślę, że posiadacze cer suchych, dojrzałych, wrażliwych lub mieszanych mogą być z niego zadowoleni przez cały rok!




Make Me Bio, Krem pod oczy z marakują i zieloną herbatą

Jest to dość bogaty i gęsty krem pod oczy. Zawiera sporo olejów - z pestek moreli, słonecznikowy, marakuja, oliwę z oliwek, kokosowy, awokado, z pszenicy, arganowy, nawilżające glicerynę, kwas hialuronowy oraz sproszkowany sok z aloesu oraz świetne ekstrakty z zielonej herbaty, arniki, owsa oraz malin. 

Lubię w nim to, że dobrze nawilża i odżywia skórę pod oczami. Jeśli powodem większych cieni pod oczami jest u was przesuszenie i zaniedbanie tej skóry a nie genetyka, myślę, że on może pomóc. Wygładza i lekko napina skórę pod oczami, więc myślę, że wykazuje działanie opóźniające starzenie się tych okolic.

Niestety ten krem ma jedną wielką wadę - opakowanie. Jest szklane, ma teoretycznie wygodny i higieniczny dozownik z pompką. Niestety on nie działa. Myślę, że problemem jest gęsta konsystencja kremu. 

PIELĘGANCJA RANO

Należę do osób, które nie cierpią wstawać rano, lecz niestety muszę, więc moja poranna pielęgnacja jest prosta.

Zaczynam od mycia i tonizowania twarzy. Powtarzam kroki, które wykonuję wieczorem, czyli obecnie żel do mycia twarzy Resibo i tonik Babo lub Czarna porzeczka & Słonecznik.




NAWILŻENIE SKÓRY

Istotnym elementem mojej porannej pielęgnacji jest nawilżenie skóry. Z uwagi na to, że moja cera ma tendencje do przetłuszczania się, zwykle wybieram kosmetyki o lekkiej konsystencji. Wyjątkiem jest zima, gdzie częściej zdarza mi się używać cięższych produktów, ponieważ lepiej chronią skórę przed zimnem.




Miya, Nawilżający żel-booster z peptydami

W ostatnich miesiącach rano pod krem z filtrem bardzo często nakładam żel z peptydami Miya. Jest to kosmetyk mający konsystencję galaretki. Jego skład bazuje na wodzie, hydrolacie różanym, nawilżających betainie i glicerynie, niacynamidzie, przeciwzmarszczkowych peptydach, łagodzących pantenolu i alantoinie oraz wzmacniających ekstraktach z z peonii i nasion bawełny.

Booster Miya jest kosmetykiem bardzo mocno nawilżającym. Ma bardzo lekką konsystencję dzięki czemu ekspresowo się wchłania. Oprócz nawilżenia zauważyłam wygładzenie cery. Dzięki niemu robi się ona ładniejsza. 

W tym roku z uwagi na pandemię i częsty home office, często stosowałam ten kosmetyk jako bazę pod krem z filtrem nawet teraz w zimie bo nie musiałam codziennie wychodzić z domu. Jeśli więcej przebywacie na zimnie poczytajcie o kolejnym kosmetyku a ten wypróbujcie późną wiosną i latem. 




ASOA, Serum dla koneserów

Od jakiś 2-3 lat jest to mój ulubiony krem na dzień gdy robi się zimno. Jest to dość prosty krem,  w składzie ma hydrolaty z kwiatu pomarańczy i rumiankowy, masło mango, oleje jojoba, marula, ze słodkich migdałów oraz arganowy.

Jest to bogaty krem, który zapobiega przesuszaniu się cery, daje jej warstwę ochronną. Zostawia na skórze film, do którego świetnie przyczepia się krem z filtrem oraz makijaż. się różne podkłady. Dla mnie jest to kosmetyk typowo na jesień oraz zimę, lecz od osób mających cery suche i dojrzałe słyszałam, że też go uwielbiają przez cały rok. 

KREM POD OCZY

Rano, szczególnie jeśli aplikuję makijaż, krem pod oczy jest dla mnie bardzo ważny. Głównie dlatego, że dzięki niemu większość korektorów pod oczy wygląda lepiej i nie wysuszają tej skóry.




Pure By Clochee, LUMI krem pod oczy

Jest to mocno rozświetlający krem pod oczy, który ma nawilżać, wygładzać i ujędrniać skórę. W składzie ma nawilżające glicerynę oraz kwas hialuronowy, masło shea i kakaowe, oleje z awokado, pestek dyni, zielonej kawy, ekstrakty z kory albicji, granatu i aceroli oraz niacynamid. 

Ten krem jest bardzo lekki, szybko się wchłania i zostawia matową warstwę pod oczami. Skóra jest nawilżona,, wygładzona.

Krem zawiera błyszczącą mikę. Drobinki mają złoty, ciepły odcień. Ten efekt jest fajny jeśli nakładam na ten krem makijaż. W dni kiedy się nie maluję bardzo uważam by go dokładnie rozetrzeć.




OCHRONA PRZECIWSŁONECZNA

Od mniej więcej dwóch, może trzech lat, staram się używać przez cały rok codziennie rano filtra SPF50. Pamiętajcie o aplikacji odpowiedniej ilości filtra! Więcej na ten temat znajdziecie np. TUTAJ

Dlaczego warto stosować ochronę przeciwsłoneczną przez cały rok? 

Przede wszystkim dlatego, że 95% promieniowania docierającego do Ziemi to UVA. Przed nim nie chronią nas chmury czy szyby, jesteśmy na niego narażeni przez cały rok i całą dobę. Promieniowanie UVA dociera do skóry właściwej i powoduje fotostarzenie się skóry oraz przyczynia się do jej nowotworów. 

Zimą gdy spadnie śnieg jesteśmy jeszcze bardziej narażeni na promieniowanie UVA i UVB, ponieważ biały śnieg ma wysoki parametr albedo (stosunek natężenia promieniowania odbitego od padającego). Oznacza to, że śnieg działa podobnie do lustra i odbija ok. 70-80% promieni UV.

Jaki filtr wybrać?

W Unii Europejskiej wybierajmy kremy z jak największym faktorem SPF (ochrony przed UVB), ponieważ gdy mają znaczek UVA w okręgu, możemy być pewni, że ich ochrona przeciw UVA to co najmniej 1/3 faktora SPF. W Europie producenci jeszcze rzadko stosują oznaczenia ochrony przed promieniami UVA, czyli PPD/PA+ na kosmetykach, a większość firm azjatyckich gdzie jest to powszechniejsze nie spełnia moich braku powiązań z testami na zwierzętach. W związku z tym najlepsza opcją są produkty z SPF 50.




Pharmaceris, S, Krem o szerokopasmowej ochronie przed słońcem SPF 50+, PPD 30, HEV, IR

Jest to krem, który ma rewelacyjną, szeroko działającą ochronę. Producent deklaruje ochronę SPF 50+, PPD30, IR (podczerwienią) oraz HEV (światłem widzialnym).

Kosmetyk ma bardzo gęstą konsystencję. Zaraz po aplikacji efekt na skórze jest tłusty i lepki, lecz po 10-15 minutach u mnie się wchłania i spokojnie mogę nałożyć makijaż. Delikatnie bieli skórę, lecz ponownie - po kilkunastu minutach ten efekt ustępuje. Trzeba zwracać uwagę by go dobrze rozsmarować w okolicach brwi i włosów na twarzy, ponieważ czasami się między nimi zbiera. 

Bardzo Wam go polecam jeśli szukacie bardzo stabilnego, wodoodpornego filtra dającego szeroką ochronę. Będzie świetnie chronił po mocnych zabiegach, podczas kuracji substancjami fotouwrażliwiającymi jak niektóre kwasy lub retinol. 




Asoa, Ochronny krem transparentny z filtrem SPF 50 PA +++

Nigdy nie sądziłam, że będę mogła Wam polecić jakiś krem z filtrem mineralnym, ponieważ są one zwykle niekomfortowe w noszeniu, bardzo mocno bielą.

Marka Asoa w swoim nowym kremie zastosowała dyspersje tlenku cynku, dzięki czemu formuła kosmetyku nie jest bardzo tłusta i nie bielu skóry. Wchłania się w około 10 minut i można bez problemu nakładać makijaż. Lubię go używać także w dni, kiedy się nie maluje, ponieważ twarz się nie świeci, bardzo ładnie wygląda.

Asoa na swojej stronie udostępniła wyniki badań laboratoryjnych współczynnika ochrony tego kosmetyku, potwierdzające, że jego ochrona przed promieniami UVB wynosi ponad 50, a ochrona przed UVA w skali Bootsa to trzy plusy. 




Jeszcze na koniec chcę Wam pokazać super naklejki, które możecie kupić w drogerii internetowej triny.pl. Jeśli nie chcecie sobie zaprzątać myśli pamiętaniem o wszystkich krokach pielęgnacji twarzy lub kolejności aplikowania kosmetyków.

W pielęgnacji twarzy mogą Wam pomóc dwa sety:

  • twarz, w którym znajdziecie naklejki do oznaczania kosmetyków zgodnie ich przeznaczeniem (np. tonik, SPF, krem na dzień, na noc itp)
  • kroki i częstotliwość - nimi możecie ponumerować kosmetyki zgodnie z kolejnością używania oraz częstotliwością.


Mam nadzieję, że post o mojej wegańskiej i cruelty free pielęgnacji twarzy Wam się przydał!

Dajcie znać jak Wy dbacie o skórę i co myślicie o tych produktach. 

Miłego dnia!

Ewa


Wpis powstał we współpracy z TRINY.PL.

Copyright © 2016 Happy Rabbit , Blogger