niedziela, 18 marca 2018

JAK ZACZĄĆ ROBIĆ KOSMETYKI W DOMU? HIGIENA / AKCESORIA / SUROWCE / PRZEPISY


Od lat wychodzę z założenia, że najlepsza maseczka to domowa maseczka. Wszystko zaczęło się od glinki. Kilka lat temu dość nieświadomie kupiłam opakowanie, ponieważ nie doczytałam, że ta maseczka jest w formie proszku, który można dostosować do swoich potrzeb. Więc zaczęłam grzebać i szukać informacji w internecie. Tak zaczęły się moje eksperymenty, które trwają do dziś.

Przez te lata spróbowałam zrobić wiele rzeczy - od toniku, przez krem czy puder, do szamponu i chciałabym się od czasu do czasu dzielić z Wami przepisami, więc wyjaśnienie podstaw jest konieczne. Bo bez problemu możemy kupić naprawdę silne substancje, których nieumiejętne użycie może się źle skończyć.
To zaczynamy :)


Najważniejsza jest higiena!

Wszystkie kosmetyki powinny być wykonywane w jak najbardziej sterylnych warunkach. Oczywiście w warunkach domowych nigdy nie osiągniemy laboratoryjnej czystości, ale dążmy do tego :) Nawet niewidoczny gołym okiem brud i bakterie mogą znacząco wpłynąć na jakość, bezpieczeństwo i okres przydatności domowego kosmetyku. Jak zminimalizować ryzyko?
  1. Używaj rękawiczek jednorazowych w czasie przygotowywania kosmetyku. Czasami odruchowo można dotknąć jakiegoś surowca lub "poprawić" coś palcem. Mimo zdezynfekowania dłoni nigdy nie będą one czyste, po jakimś czasie mieszania mogą się nam na przykład spocić lub zabrudzić. Jasne, że w trakcie używania zrobionego kosmetyku będziemy go dotykać dłońmi (chociaż polecam szpatułki), ale mam nadzieję, że będą to świeżo umyte dłonie i gotowy produkt też będzie już zakonserwowany.
  2. Dokładnie umyj i zdezynfekuj wszystkie narzędzia, zlewki, mieszadła itd. które będą miały styczność z robionym kosmetykiem lub surowcami. To samo dotyczy powierzchni, na której będziesz go przygotowywać. Najlepszym wyjściem byłaby sterylizacja tych narzędzi, ale w domowych warunkach jest to raczej niemożliwe, więc zrób to alkoholem 70%. Żadna zwykła wódka, hand sanitizer, ani tym bardziej wrzątek - jedynie alkohol przeznaczony do dezynfekcji. 
  3. Jeśli używasz ponownie opakowań po skończonych kosmetykach - dokładnie je umyj w każdym rowku i zagłębieniu, oraz zdezynfekuj. Ja polecam ponowne wykorzystywanie jedynie opakowań szklanych, które można łatwiej domyć i są trwalsze. Pamiętajcie też, że nie każdy rodzaj plastiku nadaje się do ponownego wykorzystania!
  4. Nowe opakowania też trzeba zdezynfekować :)

Jakie akcesoria są przydatne?

Oczywiście niby można mieszać składniki domowych kosmetyków w misce na zupę, łyżką którą jest w domu lub mikserem, którym później będzie robione ciasto. Ale dla mnie nie jest to komfortowe rozwiązanie, bo nie chciałabym jeść w misce, w której wcześniej robiłam maseczkę z kwasem salicylowym. Po prostu odłożyłam sobie kilka kuchennych narzędzi w jedno miejsce i tylko z nich korzystam do mojego DIY. Dodatkowo jest kilka akcesoriów, które mogą bardzo ułatwić przygotowywanie domowych kosmetyków, pozwolić na robienie bardziej skomplikowanych receptur oraz zachować higienę.

  • Rękawiczki jednorazowe
  • Alkohol do dezynfekcji (najlepiej roztwór 70%) 
  • Mała i duża zlewka (ewentualnie mogą być jakieś szklanki lub miseczki, ale zlewki są wygodniejsze, odporne na wysoką temperaturę, kwasy itd)
  • Dokładna waga (nie musi być to profesjonalna waga za kilkaset złotych, ja od lat używam wagi jubilerskiej z dokładnością do 0,01 grama. Kosztuje ona ok. 20 złotych)
  • Miarki do odmierzania objętości płynów i kroplomierz (polecam zestaw miarek z Ikei, mają one zakres od 1 ml do 100 ml i są bardzo wygodne w użyciu. W sklepach internetowych pewnie znajdziecie podobne zestawy)
  • Spieniacz do mleka / mieszadełko (jeśli nie chcecie, aby powstawały bąbelki powietrza zdejmijcie sprężynkę)
  • Bagietki, szpatułki i inne akcesoria do mieszania
  • Lejki (polecam mieć przede wszystkim mini-lejek, który pozwoli na wlanie domowego kosmetyku do butelki z malutkim gwintem)
  • Papierki do pomiaru pH
  • Termometr 
  • Moździerz  
  • Blender (tak naprawdę jest przydatny tylko w przypadku robienia mydeł lub dużych porcji kosmetyków)
  • Opakowania na gotowe produkty (można kupić nowe lub używać opakowań, najlepiej szklanych, po zużytych kosmetykach. Najważniejsze jest ich dokładne umycie we wszystkich zakamarkach i zdezynfekowanie)

Jak dobrać surowce?

Nie chcę w tym wpisie poruszać właściwości poszczególnych półproduktów, zrobię to innym razem, a tutaj postaram się w kilku punktach wypisać najważniejsze informacje dotyczące doboru surowców, ich jakości i terminie ważności.

  • Nie wszystkie surowce dostępne na rynku są nietestowane na zwierzętach! Od roku staram się weryfikować polskie sklepy z półproduktami, aktualną listę etycznych miejsc znajdziecie TUTAJ.
  • Jakość półproduktów może się znacznie różnić w zależności od miejsca zakupu. Ba, czasami nawet w tym samym sklepie kupimy inaczej zachowujące się masło shea. Dzieje się tak dlatego, że są to surowce naturalne i w zależności od miejsca pozyskania, daty zbioru czy sposobu przygotowania do sprzedaży mogą się od siebie różnić. W mojej opinii ważne jest też przechowywanie takich substancji - oleje stojące kilka miesięcy na półce w sklepie, narażone na zmiany temperatur, mocne światło itd nie będą najlepsze. Z drugiej strony w samochodzie kuriera też mogą zostać przegrzane, ale tam nie spędzają kilku miesięcy, a kilka godzin. Ja jednak bardziej ufam surowcom ze sprawdzonych sklepów internetowych.
  • Używanie zwykłej wody z kranu (obojętnie czy przegotowanej czy przefiltrowanej) lub mineralnej/źródlanej nawet do domowych kosmetyków nie jest dobrym pomysłem. Bo nie wiemy co tak naprawdę w tej wodzie jest (w przypadku kranówki) lub ma za dużo właściwości mogących zmienić kosmetyk (np. mineralna). Najlepszym wyjściem jest używanie wody demineralizowanej lub destylowanej. Można ją kupić w każdym markecie lub na stacji benzynowej. 
  • Pamiętajcie o konserwantach jeśli chcecie, żeby produkt z frakcją wodną mógł stać dłużej niż 4-5 dni. Kosmetyk bez konserwantów przechowujcie maksymalnie 5 dni w lodówce!
  • Nie przekraczajcie maksymalnych stężeń poszczególnych składników w domowym kosmetyku. Mimo, że zwykle są naturalne, to wciąż są bardzo silne substancje. Maksymalne stężenie na opakowaniu lub stronie sklepu jest podane ze względów bezpieczeństwa i należy się go trzymać. Ja nawet polecam zaczynanie od minimalnego stężenia wszystkich substancji czynnych - ekstraktów, olejków eterycznych, kwasów itp - ponieważ łatwo mogą podrażnić skórę.
  • Zawsze przeprowadzajcie test uczuleniowy nowo zrobionego kosmetyku!
  • Jeśli robicie kosmetyki z udziałem artykułów spożywczych, np. mleka kokosowego lub banana -  przygotowujcie tylko porcje na jedno użycie. Zakonserwowanie takich produktów może nie być w domowych warunkach możliwe. 

Bardzo ważne jest też to, że kosmetyków wykonywanych w domu i niezarejestrowanych pod żadnym pozorem NIE MOŻNA SPRZEDAWAĆ! Jest to bardzo niebezpieczne i nielegalne. Mam nadzieję, że Wy nie kupujecie żadnych nieprzebadanych kosmetyków od Pań, które dość często umieszczają ogłoszenia na Facebooku. Jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ nie wiecie co tak naprawdę znajduje się w takich kosmetykach i nie znacie warunków ich produkcji. Już nawet nie wspomnę o tym, że paragonu też nie dostaniecie, więc nie zostanie odprowadzony z tej sprzedaży podatek.

Gdzie szukać przepisów?

W internecie jest wiele źródeł - od blogów, filmów na Youtube, po strony sklepów z półproduktami. Zanim zaczniecie komponować własne dzieła, polecam sprawdzenie kilkunastu gotowych przepisów. Dzięki temu zobaczycie, co z czym łączyć, w jaki sposób rozpuścić niektóre substancje i w końcu jak je mieszać.

Są też książki i jedną z nich chciałabym Wam dzisiaj polecić. Mówię o Clean Beauty. Przepisy na kosmetyki z lodówki autorstwa Elsie Rutterford i Dominiki Minarovic. 
Zawiera ona wiele bardzo podstawowych porad dla osób początkujących, ale też osoby bardziej zaawansowane w produkcji domowych kosmetyków coś dla siebie znajdą! Bardzo podoba mi się racjonalne podejście autorek i do konserwantów i do filtrów przeciwsłonecznych. Nie mówię, że zawsze się z nimi zgadzam - do mnie na przykład nie przemawia całkowicie mineralna formuła filtra - ale pochwalam to, że na wstępie informują czytelników, iż w warunkach domowych nie da się zrobić stabilnego i poprawnie działającego filtra SPF oraz zachęcają do ich stosowania. 

W książce znajdziemy też tabelki z opisem niektórych surowców. Nie traktowałabym ich jako wiedzy encyklopedycznej i widzę tam trochę nieścisłości więc jeśli macie bardzo wymagającą cerę, zweryfikujcie te informacje teoretyczne w jeszcze innym miejscu. Ja bym niektóre z tych półproduktów opisała inaczej i poleciłabym je dla innego typu cery. Pamiętajcie, że mimo takich opisów i tak każda cera może zareagować w inny sposób na składnik kosmetyku, więc kluczem do sukcesu są testy i sprawdzanie na własnej skórze, co jej służy, a co nie. 

Dobra, konserwanty i filtry to nie wszystko, w książce Clean Beauty najważniejsze są przepisy! Muszę przyznać, że mi się podobają. Nie zrobiłam jeszcze wszystkich, ale genialne nazwy i estetyczne zdjęcia zainspirowały mnie do pogrzebania w moich szufladach z surowcami i kombinowania. W zdecydowanej większości te formulacje są proste, łatwe i szybkie :)



Książka nie jest pozycją zawierająca jedynie wegańskie przepisy, ale składniki odzwierzęce w tych formulacjach można bardzo łatwo zastąpić bez uszczerbku na działaniu kosmetyku:
  • wosk pszczeli w zależności od oczekiwanego efektu możesz zastąpić woskami roślinnymi (np. carnauba lub candelilla) albo nawet masłem shea
  • zamiast zwykłego jogurtu i kefiru bez problemu można użyć jogurtu roślinnego lub mleka kokosowego
  • w miejscu mleka zastosuj napój roślinny
  • syrop klonowy albo z agawy bez problemu zastąpią miód 


Nie jest to polska książka, a co za tym idzie, czy są tam egzotyczne składniki, które nie są u nas dostępne? Tak, ale można je policzyć na palcach jednej dłoni. Główną rolę grają surowce łatwo dostępne w zwykłych sklepach z półproduktami lub w sklepie spożywczym.
Czy każdy może próbować robić kosmetyki z tych przepisów? Tak, chociaż bez zakupów surowcowych się nie obejdzie. Mimo tytułu, większości składników nie znajdziemy w lodówce, ale nie zmienia to faktu, że przepisy są bardzo łatwe i każdemu powinny się udać. 
Powiem Wam jednak szczerze, że Clean Beauty. Przepisy z lodówki brakuje mi jednak czegoś bardziej skomplikowanego, na przykład zabawy z emulgatorami. No ale może autorki za jakiś czas napiszą kolejną, bardziej zaawansowaną książkę :)


Proszę, dajcie mi znać, czy robicie samodzielnie jakieś kosmetyki i za jakich przepisów korzystacie :) Wolicie książki, blogi czy filmy na Youtube?

Miłego dnia!
Ewa

PS.  Pamiętajcie, że na blogu jest lista nietestowanych na zwierzętach surowców kosmetycznych :) 

http://www.happyrabbitblog.pl/2017/03/nietestowane-na-zwierzetach-oleje-masa.html

*Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Buchmann. Opinie w nim wyrażone są moimi opiniami.

7 komentarzy:

  1. Dlaczego to ma być alkohol 70%? Nie można użyć spirytusu bez rozcieńczenia? Kolejny raz słyszę o tym natężeniu, ale dalej nie wiem dlaczego nie może być wyższe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alkohol 70% jest najłatwiej dostępny :) Zasadniczo najwięcej zdezynfekować może etanol w stężeniu 70-90%, a spirytus ma 96% :( W wyższym niż 90% stężeniu nie jest tak skuteczny z powodu procesów denaturacji białek :)

      Usuń
    2. Stężenie 70% wnika w głąb komórek bakterii powodując ich zniszczenie. Alkohol o wyższym stężeniu nie ma zdolności do penetracji komórek, a co za tym idzie nie odkaża ;) to tak w dużym skrócie i uproszczeniu :)

      Usuń
  2. Od lat robię kosmetyki sama w domu - dużo frajdy, nieraz zmusza w zagłębienie się w tajniki chemii, no i często bywa, że domowy kosmetyk kosztuje o wiele mniej niż kupny o podobnym składzie (cebulaa) :D ja zaczynałam z książką Klaudyny Hebdy, również polecam - mnóstwo opisów olejków eterycznych, olejow, maseł, składników aktywnych, domowe BHP i oczywiście przepisy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o! tej książki nie mam, ale zobaczę co w niej jest :) Dzięki!

      Usuń
  3. Mnie zastanawia kwestia zastąpienia miodu syropem klonowym - czy ma on w ogóle podobne właściwości? Czy jest tylko dla konsystencji? Ostatnio spróbowałam miód zastąpić melasą trzcinową, bo doszłam do wniosku, że jest to wartościowy produkt zawierający mnóstwo składników odżywczych, ale po zmyciu maseczki z jej dodatkiem okazało się, że mnie uczuliła( nie wiem, jak to określić, ale cera była pełna dziwnych zaczerwienień, jakby czerwoną siateczką). Więc jak jest z syropami?
    I też woda destylowana mnie zastanawia - używać jej również do maseczek, np.glinkowych? Do tej pory używałam wody z kranu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I syrop klonowy i miód są humektantami, różni je jedynie makro, co nie ma jakiegoś znaczącego wpływu na skórę. Bo oba mają właściwości nawilżające :) A uczulić niestety może wszystko :(

      Ja zawsze używam wody demineralizowanej - maseczka ma pielęgnować cerę więc wolę dodać do niej "pewnej" wody :)

      Usuń

Copyright © 2016 Happy Rabbit , Blogger