czwartek, 29 października 2020

FAJNE WEGAŃSKIE KOSMETYKI DO 50 ZŁOTYCH!



Uwielbiam Wam polecać dobre kosmetyki. Z uwagi na to, że jako Stowarzyszenie Kosmetyki Bez Okrucieństwa korespondujemy z wieloma markami kosmetycznymi, mam szansę poznać też te mniej popularne, o których się nie mówi dużo w social mediach.

W ostatnich miesiącach dzięki współpracy z drogerią internetową TRINY.PL, która ma w asortymencie bardzo dużo firm niemających powiązań z testami na zwierzętach (listę firm cruelty free znajdziecie TUTAJ) i wegańskich kosmetyków, miałam okazję przetestować wiele produktów.


Jednym z celów istnienia Happy Rabbit jest pokazanie Wam, że wegańskie i cruelty free kosmetyki nie muszą być drogie i ciężko dostępne. Jakiś czas temu, gdy pytałam na Instagramie, większość z Was dała znać, że kupujecie kosmetyki do 50 złotych i to jest dla Was fajna cena.

W związku z tym, w tym poście zebrałam kilka hitów, które kosztują mniej (większość w okolicach 20-30 złotych) i są w mojej ocenie warte uwagi.


Proszę, dajcie znać, które z tych produktów znacie oraz co o nich sądzicie!

Napiszcie mi też, czy mam podjąć kolejne wyzwanie i znaleźć hity np. do 20 złotych!


Zacznę od największego pozytywnego zaskoczenia. Dzięki współpracy z Triny w końcu mam okazję zapoznać się z produktami Nova Kosmetyki. Oczywiście znałam ze słyszenia ich linię GoCranberry, niektóre kosmetyki były polecane w grupie Kosmetyki Bez Okrucieństwa, mają ciekawe składy i przystępne ceny, lecz nie miałam okazji, by coś kupić i przetestować.

Nie używam wielu nowych kosmetyków jednocześnie by móc je rzetelnie ocenić. Testy zaczęłam od żurawinowej pianki do mycia twarzy, która jest świetna! Główną substancją myjącą jest łagodny, lecz dobrze się pieniący detergent Sodium Lauroyl Sarcosinate. Dodatkowo kosmetyk zawiera nawilżające glicerynę i kwas hialuronowy, olej z pestek winogron oraz wzmacniający i odżywiający ekstrakt z owoców żurawiny. 

Pianka działa tak, jak powinna. Delikatnie, lecz skutecznie oczyszcza skórę. Piana wydobywająca się z opakowania jest kremowa, gęsta, nie pęka podczas masowania skóry. Używana codziennie rano i wieczorem do dogłębnego oczyszczania cery nie powoduje żadnego ściągnięcia skóry, nie zaburza bariery lipidowej, nie podrażnia, a wręcz koi skórę. Ma piękny, lecz według mnie trochę zbyt intensywny zapach.


Kolejnym kosmetykiem GoCranberry, który mnie ostatnio zachwycił, jest szampon do włosów suchych. Nie rozumiem, dlaczego on nie jest popularny w włosingowych kręgach! Jest super!

W przypadku tego szamponu główną substancją myjącą jest również delikatny, Sodium Lauroyl Sarcosinate. W składzie znajdziemy nawilżające glicerynę, pantenol i ekstrakt z aloesu, hydrolizowane proteiny pszenicy, które mogą pomóc w uniesieniu włosów u nasady, olej lniany oraz oczywiście ekstrakt z owoców żurawiny. Co ważne jest to szampon bez Cocamidopropyl Betaine. CB to fajny detergent, ale wiem, że wiele osób uczula, więc podpowiadam, że w szamponie do włosów suchych Go Cranberry nie ma CB. 

Lubię ten szampon. Jest świetny do codziennego mycia. Nie podrażnia mojej wrażliwej i wymagającej skóry głowy. Włosy po myciu wyglądają dobrze, choć oczywiście trzeba użyć odżywki. GoCranberry ma kilka ciekawych odżywek i masek do włosów, dam Wam znać czy są fajne jak je przetestuje.


Jak już jesteśmy przy włosach, chcę Wam też polecić świetną odżywkę Yope Orientalny Ogród. Jest bardzo uniwersalna, ponieważ jest odżywką PEH. Co to oznacza? W swoim składzie zawiera składniki z każdej potrzebnej dla włosów grupy - proteiny (Hydrolyzed Vegetable Protein), emolienty (m.in. Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Argania Spinosa Kernel Oil) i humektanty (m. in. Glycerin). Dodatkowo w składzie znajdziemy ekstrakty z owoców wanilii, z kwiatów róży i z drzewa sandałowego. Jest zgodna z metodą curly girl, można ją nakładać na skórę głowy. 

Używam tej odżywki (albo Yope Mleko Owsiane, która również jest PEH) zawsze, gdy chcę umyć włosy "na szybko", na wyjazdach, gdy nie mam ochoty, aby robić świadomy włosing. I zawsze daje fajny efekt. Producent w bardzo przemyślany sposób zrównoważył tu proteiny, humektanty oraz emolienty. Nawet gdy przez dłuższy czas nie miałam czasu na skomplikowaną pielęgnację włosów, ta odżywka stosowana zamiennie z maską emolientową dawała super efekty. Kosmetyk wygładza włosy, nawilża i odżywia. Używana zamiennie z produktem emolientowym nie daje żadnego puchu, nie spowodowała przeproteinowania. Nakładam ją też czasami na skórę głowy, rewelacyjnie ją nawilża, odżywia i regeneruje. 


Wracając do pielęgnacji twarzy, koniecznie zwróćcie uwagę na mój ulubiony krem pod makijaż na jesień i zimę, czyli Serum Dla Koneserów marki ASOA. W składzie ma hydrolaty z kwiatu pomarańczy i rumiankowy, masło mango, oleje jojoba, marula, ze słodkich migdałów oraz arganowy. Jest to prosta emulsja, ale producent fajnie wyważył ilość każdego składnika.

Mam cerę mieszaną, jesienią i zimą pod wpływem niskiej temperatury, wiatru i suchego powietrza od kaloryferów, dość mocno się przesusza. Serum dla koneserów nie jest lekkim kosmetykiem. Powiedziałabym, że jest to bogaty krem ochronny, który zapobiega przesuszaniu się cery, daje jej warstwę ochronną. Zostawia na skórze film, do którego świetnie przyczepiają się różne podkłady. Dla mnie jest super pod makijaż, od osób mających cery suche i dojrzałe słyszałam, że też go uwielbiają. 


Na w zapisanych relacjach na moim instagramie https://www.instagram.com/happyrabbit_vegan/ są recenzje większości kosmetyków ASOA. Koniecznie zajrzyjcie!

W tym poście nie mogę pominąć mojej ukochanej maski Algi Morskie ASOA! Uwielbiam wpływ spiruliny na moją skórę, ale nie lubię robić z niej maseczek DIY, ponieważ bardzo brudzi wszystko wokół i śmierdzi. Ta jest idealna, bo dużo mniej brudzi, producentowi udało się też dość zakamuflować intensywny zapach spiruliny. Dodatkowo w masce znajdziemy hydrolat z rumianku, oleje ze słodkich migdałów, moringa, z pestek winogron, masło shea oraz alantoinę. 

Uwielbiam efekt, jaki daje ta maska - idealnie koi, pomaga w łagodzeniu zmian trądzikowych, zaczerwienień i wszelkich podrażnień. Odżywia i wygładza skórę. Bardzo polecam, ponieważ jest uniwersalna, powinna pomóc zarówno osobom z cerą trądzikową, jak i suchą i naczynkową. 

Maseczka bardzo mi teraz pomaga w łagodzeniu "maseczkowego trądziku".


Muszę Wam też polecić genialny tonik, Esencję Kojącą Złoty Korzeń z Polny Warkocz. Lubię tę firmę, ich toniki-esencje to moje hity. Złoty korzeń w mojej ocenie jest najbardziej uniwersalną wersją, może się sprawdzić przy każdym typie cery. W składzie zawiera wodę z kwiatów maku, ekstrakt z tarczycy bajkalskiej, glicerynę i przeciwzmarszczkowy ferment z drożdży.

Esencja dobrze tonizuje skórę, przywraca jej fizjologiczne pH. Nawilża i koi cerę dobrze przygotowując ją na nałożenie serum i kremu.


Nie samą pielęgnacją człowiek żyje, czasami się też maluje. Wszyscy znamy i lubimy pudry matujące Ecocera, więc chcę zwrócić Waszą uwagę też na inne produkty tej marki. 

Niedawno ogromnie polubiłam ich brązer. Mam odcień Kenya, który wydaje mi się najchłodniejszy i idealny do konturowania. Bardzo go lubię, ma piękny chłodny odcień. W ofercie firmy znajdziecie też cieplejsze kolory matowych brązerów oraz wersje z połyskiem. Muszę zaopatrzyć się w inne kolory!


Jesienią i zimą istotny jest też dobry balsam do ust. Niestety większość dostępnych na rynku ma w składzie wosk pszczeli, lecz mamy trochę wegańskich opcji.

Warto zainteresować się balsamami Crazy Rumors. Są w sztyfcie, co jest wygodne i higieniczne, świetnie chronią, regenerują i odżywiają usta, mają naturalne składy oraz wiele przepysznych wersji zapachowo smakowych. Moja wersja to przepyszny sorbet malinowy, ale każdy znajdzie coś dla siebie!


W tym wpisie nie mogę pominąć balsamu do ciała, który pachnie jak NUTELLA! Mówię o regenerującym orzechowym balsamie do ciała Fresh&Natural. Nie do końca pamiętam zapach nutelli, lecz aromaty orzechów i masła kakaowego w tym balsamie bardzo mi się z nią kojarzą. Albo ze słodyczami czekoladowo orzechowymi. W składzie jest wspomniane wcześniej masło kakaowe, masło shea, oleje z pestek winogron, ze słodkich migdałów, arganowy, Pantenol. Brzmi ciężko, lecz konsystencja tego balsamu przypomina bardziej piankę, mus albo bitą śmietanę. 

A działanie? Jest genialne! Balsam szybko się wchłania, zostawiając warstwę ochronną na skórze, która według mnie nie jest tłusta albo lepka. Genialnie nawilża, odżywia i regeneruje skórę. Jest CUDOWNY! 


Koniecznie dajcie mi znać, które z tych wegańskich kosmetyków lubicie!


Miłego dnia!

Ewa

Copyright © 2016 Happy Rabbit , Blogger